W temacie skuteczności prezerwatyw - polemika

11.09.2011 Poniższy tekst jest odpowiedzią na ostatni wpis moje kolegi, dra Konrada Czernichowskiego

Na wstępie chcę wyrazić radość z faktu, że jeden z moich wpisów zainspirował Konrada Czernichowskiego do polemicznego odniesienia się do jego treści, przy okazji jego bardzo interesującej relacji z Botswany. Uważam, że nie ma nic lepszego dla rozwoju dyskursu naukowego i rozwoju dyscypliny niż poznawanie i wchodzenie w dysputę z różniącymi się od naszych poglądami i opiniami

Ograniczając się do powyższego tytułem wstępu, pozwolę sobie przejść do skomentowania wybranych elementów zawartych w ostatnim wpisie Konrada Czernichowskiego, a z którymi się nie zgadzam lub do których chcę dodać własne przemyślenia, dane etc. Dla klarowności wywodu, swoje argumenty zaprezentuję w punktach.

1.       Podstawową sprawą jest fakt, że prezerwatywy ogromnie zmniejszają prawdopodobieństwo zakażenia wirusem HIV podczas stosunku osób seropozytywnych, o czym świadczą dane zacytowane przez Konrada w swoim wpisie (95% skuteczności). Prezerwatywy nie stanowią rozwiązania problemu AIDS i tu się zgadzam z kol. Konradem. Są jednak moim zdaniem bardzo ważnym, a w warunkach afrykańskich niezbędnym, elementem zapobiegania rozszerzaniu się wirusa.

2.       Cytat z wpisu kol. Konrada: „Jednocześnie – mimo bezpłatnego rozdawnictwa kondomów – odsetek zarażonych wzrósł w Botswanie z 1 proc. w 1991 r. do blisko 40 proc. na przełomie wieków”. Należy jednak pamiętać, że ekstensywna polityka rozdawnictwa prezerwatyw, wraz z automatami z nimi obecnymi wszędzie ruszyła dopiero w 2003 roku[1]. Zatem jest nadużyciem metodologicznym wiązać fakt rozdawnictwa prezerwatyw ze wzrostem liczby zakażonych wirusem HIV. De facto odsetek zarażonych (w wieku 20-24 lat) bardzo mocno spadł od czasu wdrożenia programu rozdawania prezerwatyw: z 38.6% w 2003 do 24.3% w 2009[2].Dane wskazują zatem, że dzięki kondomom udało się ograniczyć liczbę zakażeń.

3.       Porównanie skuteczności prezerwatyw do wadliwego spadochronu jest zabiegiem erystycznym, niemającym wiele wspólnego z realiami. Powołanie się na jeden artykuł, który podważa skuteczność kondomów, nie jest dowodem na to, że Botswańczycy nie uznają jej skuteczności. Ponadto, prezerwatywy nie gwarantują ochrony przed zakażeniem, ale ograniczają ogromnie prawdopodobieństwo takiego zakażenia, tak samo jak spadochron zwiększa prawdopodobieństwo przeżycia, w czasie upadku z wysokości, powiedzmy 5000m. Bez niego, mało kto by przeżył taki upadek…

4.       Kolejny cytaty ze wspomnianego wpisu: „Prezerwatywa jest obca kulturowo w Afryce. W większości tradycyjnych społeczności afrykańskich jej pierwotne przeznaczenie (zapobieganie ciążom) jest nieakceptowane. W Botswanie panuje powszechna opinia, że rząd zrobił wszystko, co mógł, aby rozpowszechnić stosowanie kondomów. Problemem pozostaje mentalność i niemożność negocjowania przez kobiety „bezpiecznego seksu.” Jest to subiektywna opinia kol. Konrada. Przedmiotom nie można przypisywać „wyobcowania kulturowego”, jedynie praktyki społeczne oraz jej wytwory obdarzone współczynnikiem humanistycznym (zobacz: Florian Znaniecki). Zatem prezerwatywa jako taka, nie może być obca kulturowo nikomu. Moje subiektywne zdanie brzmi zaś, że nie prezerwatywa, ale katolicyzm jest obcy kulturowo Afryce i niejednokrotnie był rozpowszechniany przemocą przez kolonizatorów, jak obcy system kulturowy i religijny.

5.       Cytat: „Prezerwatywy – chociaż zmniejszają ryzyko zarażenia – mogą się jednocześnie przyczyniać do bardziej rozwiązłego życia. Z lektury prasy botswańskiej wynika, że rozwiązłość jest poważnym problemem kraju (co pewien czas pojawiają się np. oskarżenia wobec nauczycieli wykorzystujących seksualnie studentki i uczennice w zamian za oceny;(…)”. Należałoby podać przykłady takiej literatury. Czy prezerwatywy są winne patologicznym układom uczennica-nauczyciel?

Kwestia rozwiązłości jest nierozstrzygalna: czy osoba, która ma w tygodniu 2-3 różnych parterów/ki już prowadzi rozwiązły tryb życia? Czy to źle? W przeciwieństwie do Konrada nie daję sobie prawa do oceniania czyjejś moralności. Ponadto „rozwiązłość” nie jest problemem, jest nim wirus HIV. Na takiej samej zasadzie, jak nie będziemy zakazywać jeść ludziom pożywienia, dlatego że jest zatrute, lecz poszukamy dobrego jedzenia, bądź wynajdziemy lekarstwo, tak nie można zabraniać ludziom współżycia seksualnego, ponieważ jest to naturalna potrzeba ludzka. Należy znaleźć lekarstwo na „zły seks”, czyli lekarstwo przeciwko HIV/AIDS oraz sposoby na przeciwdziałanie zakażeniom, chociażby prezerwatywy właśnie.

6.       Cytat: ” Według zambijskiego rocznika statystycznego „Demographic and Health Survey” z 2007 r. wśród aktywnych seksualnie mężczyzn w wieku 15-24 lat (taką kategorię wiekową uwzględnia badanie), którzy stosowali kiedykolwiek [pogrubienie moje] prezerwatywę, jest 6,2 proc. pozytywnych, a wśród tych, którzy nigdy jej nie używali – 2,6 proc., czyli ponad dwukrotnie mniej.” Bardzo ważnym słowem jest tu „kiedykolwiek”. Może to oznaczać, że osoba aktywna seksualnie raz w życiu użyła prezerwatywy a potem już tego nie robiła, dlatego się zaraziła. To także jest błąd w sztuce wnioskowania z danych statystycznego, poprzez nieuprawnione wnioskowanie o całości. Teza o pobudzaniu nieodpowiedzialnego życia seksualnego pozostaje przez mojego kolegę nieudowodniona.

7.       Cytat: „Przykład ujawnia mankamenty strategii ABC przeciwko AIDS. Niepowodzenie programu ONZ wynika – moim zdaniem – z tego, że C jest zaprzeczeniem A i B. Jest to koncepcja wewnętrznie sprzeczna. W długim okresie promowanie wierności może być bardziej skuteczne. Jeżeli w każdym pokoleniu będzie o 1 pkt proc. więcej osób wiernych, to wirus HIV będzie krążył w coraz to mniejszej grupie społecznej.” Nie widzę sprzeczności między wszystkim trzema składnikami podejścia ABC. Zakładam, że ze względów światopoglądowych dla wielu prezerwatywy mogą być nieodpowiednim aksjologicznie czynnikiem, wierność parterowi/partnerce zaś tym wysoko pożądanym, jednak niedopuszczalne jest moim zdaniem dyskredytowanie z tego powodu skuteczności prezerwatyw. Nasz system aksjonormatywny nie powinien przesłaniać nam naukowych faktów, a już na pewno nie wartość życia ludzkiego. Przynależność lub jej brak do danego związku wyznaniowego bądź kościoła, moim zdaniem nie może stanowić argumentu za tym, że C stoi w sprzeczności z A i B. Inna sprawą jest niekonsekwencja stanowiska samego KK, który ogólnie zakazuje użycia, ale jednak nie do końca, czego wyraz dał papież Benedykt XVI w tym względzie[3]. Tym samym papież uznał skuteczność prezerwatyw w prewencji zakażeniom wirusem HIV.

Powyższym argumentem podsumowuję także zdanie Konrada Czernichowskiego „Niezrozumiałe jest jednak, dlaczego można znaleźć w każdym możliwym miejscu billboardy i naklejki promujące kondomy, a nie jest prowadzona kampania społeczna ukierunkowana na dotrzymywanie wierności partnerowi/partnerce, tak jak to ma miejsce w Ugandzie”. Dla mnie polityka ta jest całkowicie zrozumiała i skuteczna, co pokazują przytoczone przeze mnie dane liczbowe. Tylko C wraz z A i B stanowi strategię kompletną i dającą największe szanse na powodzenie w walce z AIDS – nie A i B bez C. Obiektywizm jest niedoścignionym ideałem, od naukowców wymaga się jednak wyższego niż przeciętny poziomu dystansu do własnych poglądów. Uważam za naukowo niepożądaną sytuację, gdzie religia interweniuje w argumentacje w debacie naukowej czy chociażby publicznej.

8.       Cytat: „Zastanawiającą rzeczą jest to, że donatorzy często odmawiają Botswanie pomocy w walce z biedą na terenach wiejskich oraz w promowaniu demokracji i dobrych rządów, argumentując to tym, że kraj zaliczany jest do państw o średnim dochodzie; a jednocześnie Amerykanie częściowo finansują prezerwatywy. Stare i mądre powiedzenie mówi, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.” Nie znam przypadków kiedy odmówiono pomocy biednym regionom i z jakich powodów, zapewne z powodu braku środków – wszystkim pomóc nie można. I w tym sensie, na pewno chodzi o pieniądze. Warto jednakże pamiętać, że USA nie skupia się tylko na wysyłaniu prezerwatyw do Botswany, ale także na zakupie szczepionek oraz tak chwalonych przez Konrada elementach A i B[4]. Ponadto fakt, że Botswana ma średnie dochody na tle innych potrzebujących jest bezdyskusyjne, tak samo jak to, że ma problem z wirusem HIV i AIDS. To tłumaczy całkowicie dlaczego USA nie udziela pomocy rozwojowej Botswanie, a dofinansowuje zakup prezerwatyw. Z mojej perspektywy, nic w tym zastanawiającego.

Naturalnie podtrzymuję moją negatywną ocenę Kościoła Katolickiego za nieodpowiedzialny zakaz używania prezerwatyw dla swoich wiernych[5]. Kościół Katolicki, oprócz chwalebnych misji, które przynoszą tyle dobrego w Afryce, zwłaszcza w zakresie edukacji podstawowej, wyrządza ogromną krzywdę swoim wiernym abstrakcyjnym zakazem. Tak jak ja nie przenoszę swoich negatywnych doświadczeń z przedstawicielami Kościoła na całą organizację (np. współudział w ludobójstwie w Rwandzie[6], bardzo negatywne doświadczenie osobiste), tak zalecałbym Konradowi Czernichowskiemu unikanie bardzo daleko idących uogólnień, co do roli Kościoła w Afryce. Potrzebne są nam dane, nie zaś ekstrapolacja pozytywnych/negatywnych doświadczeń osobistych.

Kończąc, pragnę tylko podkreślić, że w odnośnie istoty problemu, zgadzam się z Konradem Czernichowskim – tylko odpowiedzialny seks może ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa HIV w Afryce i na świecie. Odpowiedzialny seks zaś, to ABC. I pamiętajmy także, że zachowanie seksualne to nie wszystko. Równie ważna jest praca nad szczepionkami, które będę w stanie zwalczyć wirusa. Dlatego też, nie odmawiajmy chorym i zakażonym, głównie w Afryce, jakichkolwiek sposobów, które są skuteczne (zaliczam do nich prezerwatywy), tylko dlatego, że hierarchia jednego z kościołów tego zabroniła. Nie wydaje mi się, żeby ludzkie życie było tą wartością, którą można wystawiać na szwank z powodu abstrakcyjnych dogmatów, niemających nic wspólnego z rzeczywistością. Tym bardziej razi mnie to, w przypadku Kościoła Katolickiego, instytucji rzekomo służącej swoim wiernym i wszystkim ludziom, której upór kosztuje życia wielu tysięcy ludzi każdego roku. W zestawieniu: dogmat czy życie ludzkie? - zdecydowanie wybieram to drugie.

Zdjęcie za: http://www.newscientist.com/blog/shortsharpscience/2006_05_01_archive.html

Karol Chwedczuk-Szulc



[5] Swoją drogą, bardzo ciekawym dysonansem jest, że antykoncepcja jest potępiana przez KK, jednak tzw. metoda kalendarzykowa jest z kolei promowana, choć łamie zasadę „seksu dla prokreacji”, tak samo jak sztuczne techniki antykoncepcji. Jest to jednak temat na inną dyskusję.