Sudan Południowy w stanie wrzenia

11.05.2011. Po początkowej euforii południowych Sudańczyków związanej z wygraną opcji niepodległościowej w styczniowym referendum, do głosu zaczynają dochodzić dawne strachy o elementarne bezpieczeństwo. Obecnie mamy do czynienia z ostrym nasileniem się konfliktów i walk w Południowym Sudanie, który za niespełna 3 miesiące (9 lipca) ma osiągnąć formalną niepodległość, odłączając się tym samym od Sudanu.

Dotychczasowe walki zapoczątkowany w lutym przez rebelię gen. George’a Athora, który nie zaakceptował wyniku referendum, pochłonęły życie ponad 1000 osób i zmusiły od ucieczki około 100 tys. Walki toczą się pomiędzy rebeliantami, a armią Sudanu Południowego, czyli Ludową Armią Wyzwolenia Sudanu (Sudan People’s Liberation Army, SPLA).  Konflikt uległ nasileniu w ciągu ostatnich tygodni, o czym informuje rzecznik SPLA, Malaak Ayuen. Najcięższe walki toczą się w okręgu Mayom, gdzie operuje rebeliancki generał Peter Gadet.

Konflikt zatacza coraz szersze kręgi i w coraz większym stopniu destabilizuje życie w Sudanie Południowym. Pojawiają się doniesienia o minowaniu dróg przez rebeliantów oraz atakach na pracowników humanitarnych. Wojska SPLA mają spory problem z opanowaniem rebelii, ponieważ walczą z siedmioma różnymi grupami partyzantów, w różnych częściach kraju. Dodatkowo na konflikt zbrojny nakładają się waśnie etniczne oraz doniesienia o korupcji władz Południowego Sudanu.

Obraz sytuacji, która wyłania się z doniesień z Sudanu Południowego, coraz bardziej przypomina portret kraju pogrążającego się w chaosie. Rebelianci twierdzą, że walczą o demokratyczną transformację (słowa Petera Gadeta), a w rzeczywistości wspierani prawdopodobnie przez rząd w Chartumie, walczą w władzę i pieniądze z wydobycia ropy. Rząd w Dżubie jest skorumpowany i nie potrafi przeprowadzić skoordynowanej akcji przeciwko rebeliantom i zapewnić bezpieczeństwa ludności oraz pracownikom humanitarnym, co w niedalekiej przyszłości musi skutkować gorzkim rozczarowaniem Sudańczyków podjętą w referendum decyzją. Human Rights Watch natomiast oskarża obie strony o łamanie podstawowych praw człowiek w czasie walk. Dodatkowo, do 9 lipca musi zostać zawartych jeszcze wiele ważnych porozumień między Południem a Północą, dotyczących między innymi przebiegu granic, sporów zaś nie brakuje, np. o region Abyei.

Obserwatorowi z zewnątrz, może się wydawać, że sytuacja w Sudanie nie zmieniła się praktycznie w ogóle, po referendum, które zostało zaakceptowane przez wszystkie strony i które da niepodległość nowemu państwu.  Wciąż jednak jest szansa, by całą sytuacje naprowadzić na tory, którymi miała iść w założeniu porozumień pokojowych między Chartumem a Dżubą. Bratt Pitt, George Clooney, Matt Demon i wielu innych osób zaangażowałosię w okresie referendalnym w promocję prawa do decydowania o własnym losie Sudańczyków z Południa i także dzięki ich wsparciu udało się zrealizować to ogromne przedsięwzięcie. Czas teraz, by „pierwszy świat” wykazał się konsekwencją i być może już z mniejszym udziałem celebrytów, doprowadził do stabilnego przejścia Sudanu Południowego w stan funkcjonowanie państwa niepodległego, a nie upadłego.

Źródło i zdjęcie za: http://www.irinnews.org/Report.aspx?ReportId=92584

Karol Szulc