Prawdopodbna reorientacja polityki zagranicznej Egiptu

06.05.2011. Podczas gdy Izrael oficjalnie milczy na temat rewolt w państwach arabskich, a zwłaszcza w Egipcie, jeden z wiodących kandydatów na stanowisko prezydenta Egiptu wypowiada się na temat jego wizji stosunków z Izraelem. Amr Mousa (na zdjęciu), sekretarz generalny Ligii Państw Arabskich (LPA) zapowiada, że jako prezydent zerwałby z polityką „posłuszeństwa” wobec Izraela.

Mousa twierdzi, że polityka Mubaraka nie doprowadziła do żadnych pozytywnych przedsięwzięć w kontekście konfliktu izraelsko-palestyńskiego, głównie dlatego, że nie odzwierciedlała w żadnym stopniu woli obywateli. Wyraża on nadzieję, że sytuacja zmieni się po wolnych wyborach na jesieni tego roku, kiedy to władza uzyska demokratyczną legitymizacją do rządzenia. W wywiadzie dla The Wall Street Journal mówi, że zdaje sobie sprawę, że ta nowa władza będzie najprawdopodobniej zdominowana przez islamistów, z Bractwem Muzułmańskim na czele. Mimo, że sam Mousa jest postrzegany jako laicki, niezależny kandydat, to  pragmatycznie przewidując dużą rolę islamistów, zapowiada zmianę polityki wobec Izraela, zbliżającą się do stanowiska Bractwa.

Niemniej na zmiany polityki wobec Izraela i Autonomii Palestyńskiej nie trzeba czekać do wyborów w Egipcie. Pokazuje to zawarte ostatnio porozumienie o stworzeniu rządu jedności narodowej pomiędzy Hamasem i Fatahem. Rząd Egiptu pośredniczył w negocjacjach pomiędzy ugrupowaniami, a samo ugoda zawarta została w Kairze.

Reorientacja polityki względem Izraela niesie za sobą z konieczności zmiany także wobec USA. Amr Mousa twierdzi, że za czasów Mubaraka Egipt nie prowadził niezależnej polityki zagranicznej, ponieważ był uzależniony politycznie, ekonomicznie a także militarnie od USA oraz Izraela, z którym tworzył wspólny front przeciwko radykalnym islamistom, podtrzymując blokadę Strefy Gazy. Obecnie Mousa z polityki nowego otwarcia i odzyskania naczelnej pozycji w świecie arabskim przez Egipt stworzył główne hasła, które przysparzają mu popularności wśród Egipcjan. Dodatkowo szefowanie LPA i czasami ostra krytyka Izraela, pozwoliły mu ugruntować pozycję męża stanu, który należycie reprezentuje i troszczy się o interesy Egiptu na arenie międzynarodowej.

Ostatnie wydarzenia i postawa Amr Mousy wzbudza zaniepokojenie, zarówno w Waszyngtonie, jak i w Tel Awiwie, choć oczywiście dużo większe w tym drugim. Głównym elementem tej niepewności jest akceptowanie przez Mousy silnej pozycji islamistów w przyszłym rządzie oraz w Strefie Gazy, a co za tym idzie Autonomii Palestyńskiej. Z drugiej jednak strony, należy pamiętać, że Egipt wciąż jest beneficjentem ogromnej pomocy finansowej płynącej z USA – jest mało prawdopodobne, by taki pragmatyk jak Mousa, świadomie doprowadził do jej utraty. Istnieje jednak zagrożenie znacznego pogorszenia się relacji Między Egiptem, a USA, z przede wszystkim Egiptem a Izraelem. Pisałem już wcześniej o ambiwalentnej reakcji Amerykanów i Izraelczyków, na rewoltę przeciwko Mubarakowi. O ile USA dość szybko się zreflektowały i poparły subtelnie stronę zwycięską, czyli demonstrantów, o tyle Izrael do tej pory wydaje się ignorować zmiany, które zaszły i wciąż zachodzą u jego najpotężniejszego sąsiada. Jeśli stanie się tak jak przewiduje Mousa i Bractwo Muzułmańskie z dużym poparciem społecznym zdominuje przyszły egipski rząd, sytuacja ulegnie znacznej komplikacji. Rząd palestyński z udziałem Hamasu, otwarta granica między Strefą Gazy, bardzo konserwatywne rządy w Kairze i Tel Awiwie – jest to przepis na polaryzację i skrajne usztywnienia pozycji głównych aktorów i prawdopodobne wycofania się na okopane stanowiska, z których starano się wyjść przez 32 lata trwania pokoju między Egiptem a Izraelem.

Na podstawie; zdjęcie za: http://online.wsj.com/article/SB10001424052748703992704576305423166596598.html

Karol Szulc