Komentarz:„Tyrani Czarnej Afryki” w Historia Do Rzeczy

Komentarz:„Tyrani Czarnej Afryki” w Historia Do Rzeczy

18.02.2014. „Dekolonizacja. Klęska Czarnego Człowieka” – wyrokuje nagłówek „Historii Do Rzeczy” na tle krzykliwej grafiki obrazującej postać afrykańskiego dyktatora. Tyran zasiada na stosie ludzkich czaszek, w jednej ręce trzyma broń, w drugiej kość z kawałkiem mięsa ociekającego krwią. Kontrowersyjny chwyt reklamowy? A może zachęta do czytania i dyskusji? Nie wiem, otwieram więc „Do Rzeczy” i zaczynam zagłębiać się w pierwszy artykuł o Tyranach Czarnej Afryki, autorstwa Piotra Zychowicza.

 

Czytam we wstępie, że „dekolonizacja była fatalnym błędem” ponieważ „Europejczycy pozostawili ludność Afryki na pastwę straszliwych dyktatorów”. Mimowolnie przypominają mi się słowa Wladimira Putina, który twierdził, że „rozpad ZSRR był największą katastrofą geopolityczną XX wieku”. Potem następuje opis masakry w Bangui w RŚA w 1979 r. dokonanej przez przywódcę kraju, którym był Jean-Bédel Bokassa. To wszystko prawda. Tylko dlaczego zdaniem autora, masakra w Bangui stanowi dowód na upadek całego kontynentu po dekolonizacji? Albo dowód na to, że cała Afryka znalazła się pod panowaniem dyktatorów? Używanie opisu masakry w szkole jako wytrychu do poparcia tezy o skutkach dekolonizacji to nie tylko zabieg retoryczny, ale także rażące przekłamanie. Zastanawia mnie też jakie wiarygodne źródła upoważniają Autora do twierdzenia, że „umieszczanie ciał ofiar w pałacowych zamrażarkach i przyrządzanie z nich wystawnych kolacji” było w „Afryce doby dekolonizacji na porządku dziennym”?

 

Tekst pełen jest sprzeczności, niespójności, wniosków sformułowanych jakby „do połowy”, popartych wyrwanymi z kontekstu przykładami, które można skutecznie podważać, mnożąc przykłady odwrotne. Tylko w jakim celu? Analiza skomplikowanego i długotrwałego procesu dekolonizacji całej Afryki nie daje się zamknąć na kilku stronach tekstu. Autor stawia tezę, że dekolonizacja była błędem, ponieważ wyrządziła krzywdę Afrykańczykom, a dosłownie dlatego, że „Murzyni zostali pozostawieni na pastwę losu”. Zdaniem autora więc, kolonizatorzy w ogóle nie powinni byli opuszczać kontynentu, a słuszności powyższego twierdzenia stara się dowieść, ukazując biografię kilku afrykańskich dyktatorów.

 

Niniejszy komentarz nie stawia sobie za cel wchodzenie w dyskusję o tym, czy dekolonizacja powinna była się odbyć czy nie, ani o tym czy przedstawianie procesu dekolonizacji musi być zawsze nacechowane tylko pozytywnie lub tylko negatywnie. Podstawowym zamierzeniem jest uzupełnienie luk w informacjach przekazanych przez Autora artykułu, wskazanie popełnionych przez niego błędów oraz podjęcie polemiki z forsowanymi w artykule stereotypami odnoszącymi się do kontynentu. Wśród najważniejszych zarzutów wobec tekstu znalazły się:

- sformułowanie tezy, zgodnie z którą dekolonizacja Afryki spowodowała, że cały kontynent pogrążył się w prywatnych rozgrywkach krwawych dyktatorów;

- próba dowiedzenia słuszności tej tezy wycinkami biografiami kilku dyktatorów;

- wybiórcze traktowanie faktów odnoszących się do procesu dekolonizacji;

- bagatelizowanie negatywnej roli krajów europejskich w procesie kształtowania się i rozwoju rządów w niepodległych państw afrykańskich;

- powielanie stereotypów dotyczących Afryki, które utrwalają obraz kontynentu jako jednego wielkiego kraju pogrążonego w ubóstwie, wojnie i chaosie;

- przedstawianie Afrykańczyków jako osób bezwolnych i w pełni zależnych od świata zachodniego.

 

Afryka to nie jest jeden kraj. Kontynent składa się z 56 państw, zróżnicowanych pod względem kulturowym, politycznym i ekonomicznym[1]. Pomimo głównych trendów i wspólnych elementów procesu dekolonizacji, w każdym z państw dokonywał się on w odmienny sposób i różnił się w skutkach. Wyjątkami były Liberia i Etiopia, które nie walczyły o niepodległość, ponieważ nie były koloniami. Geneza upadku systemów kolonialnych wiąże się przede wszystkim z dwoma czynnikami: osłabieniem mocarstw zachodnich po II Wojnie Światowej i wzbierającej fali afrykańskiego nacjonalizmu, potęgowanego wpływem doświadczeń wojennych na afrykańską opinię publiczną. Rządy państw kolonialnych stanęły przed koniecznością zwiększenia wydatków celem utrzymania dawnych porządków w koloniach. Wobec wyniszczenia kosztownymi i długotrwałymi działaniami wojennymi państwa europejskie nie dokonały kroków w tym kierunku. Przeciwnie, powoli i ostrożnie zaczęły ustępować w sferze politycznej, skupiając się na utrzymaniu wpływów w obszarze gospodarczym (oprócz Portugalii, która odmawiała jakichkolwiek ustępstw na rzecz mieszkańców swoich kolonii). W Brytyjskiej Afryce Zachodniej i w wielu koloniach francuskich dochodziło do przejmowania władzy przez Afrykańczyków w pokojowych warunkach. Po doświadczeniu wojny algierskiej, Francja forsowała nawet wizję federacji państw afrykańskich współpracujących z metropolią. Inaczej jednak wyglądała sytuacja w koloniach, w których mieszkało wielu osadników europejskich – tam niepodległość zdobywano siłą[2].

 

Istotną rolę w procesie dekolonizacji odegrały też Stany Zjednoczone. Najpotężniejsze z państw zwycięskich nie miało żadnego interesu w tym, żeby pomagać krajom europejskim w utrzymywaniu kolonii, wręcz przeciwnie, korzystniejszym było osłabienie starych mocarstw europejskich. Po 1945 r. w sferze ekonomicznej zaszły zmiany, które doprowadziły do przejmowania interesów gospodarczych przez wielkie firmy i korporacje. Największe z nich wywodziły się ze Stanów Zjednoczonych i dążyły do przejęcia rynków  (m. in. surowcowych) w koloniach, a co za tym idzie do osłabiania wpływów mocarstw zachodnich. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w wielu koloniach to właśnie wywodzące się z Europy firmy prywatne prowadziły operacje wyniszczające dla lokalnej ludności, a rządy europejskie dawały na to przyzwolenie tak długo, jak nie zwiększało to wydatków budżetowych metropolii. Nadzór polityczny sprawowany przez państwa kolonialne przeszkadzał firmom międzynarodowym. Doprowadziło to do paradoksu procesu dekolonizacji, ponieważ z jednej strony kraje afrykańskie stawały się politycznie niepodległe, z drugiej jednak wikłały się w zależności gospodarcze. Kolonialiści dążyli do ochrony interesów gospodarczych w Afryce, a nowopowstałe państwa afrykańskie wchodziły w międzynarodowy system gospodarczy – na zasadach dyktowanych przez Zachód (były zbyt słabe, by dyktować swoje zasady lub tworzyć niezależny od reszty świata system ekonomiczny). Co więcej, zdecydowana większość gospodarek nowopowstałych państw była monokulturowa, co wystawiało je na ryzyka związane z wahaniami cen na rynkach międzynarodowych. Wchodząc w niepodległość Afryka odziedziczyła więc nie tylko problemy epoki kolonialnej, ale stanęła też przed koniecznością zmierzenia się z nierównościami międzynarodowego systemu gospodarczego (korzystniejszego dla krajów bogatych) i stopniowo stawała się areną rozgrywek Zimnej Wojny. Systemy kolonialne doprowadziły do upadku części tradycyjnych instytucji afrykańskich (niektóre w posiadłościach brytyjskich zostały wzmocnione przez tzw. system indirect rule), zaś powołane w ich miejsce instytucje „państwowe” nie posiadały ugruntowania społecznego. Dochodziły do tego trudności ekonomiczne, bieda i głód na obszarach wiejskich, a także bezrobocie – widoczne jeszcze przed odzyskaniem niepodległości. Nierówności społeczne pogłębiały się w miarę zdobywania władzy przez nieliczne elity. Niezadowolenie wynikające z pogłębiającego się kryzysu stawało się przyczyną załamania prawa i przejmowania władzy przez rządy wojskowe. Większość rządów wojskowych reprezentowali skorumpowani dyktatorzy działający wyłącznie we własnym interesie. Pierwsze lata niepodległego bytu państwowego były jednak czasem wysiłków ukierunkowanych na próbę rządzenia za pomocą środków i metod pozostawionych przez wycofujących się kolonizatorów. Pisano konstytucje i tworzono systemy parlamentarne opierające się na modelu europejskim. Metody te okazały się bolesne w skutkach m. in. dlatego, że opierały się na uwarunkowaniach i historii współczesnej Europy, a nie Afryki. Kiedy ten system runął powstała potrzeba odnalezienia silnego przywództwa politycznego. Wtedy następowało przejmowanie władzy przez wojsko, które było odpowiedzią na pojawiające się kryzysy. Przy niewydolności administracji państwowej armia stawała się najskuteczniej działającą instytucją w kraju. W latach 70. XX wieku państwa afrykańskie zaczęły szukać własnych rozwiązań na zarządzanie i rozwój[3].

 

W artykule słusznie zauważono, że geneza konfliktów, które wybuchły w Afryce po odzyskaniu niepodległości wiąże się „choćby z granicami wytyczonymi jako kreski”. Stwierdzono, że granice państw przebiegające niezgodnie z zasięgiem plemiennym, językowym i kulturowym potęgowały antagonizmy, które eksplodowały po dekolonizacji. Na podstawie powyższych rozważań Autor podsumowuje, że nienawiść plemienna wybuchła, gdy na kontynencie zabrakło Europejczyków i w związku z powyższym lepiej byłoby, gdyby kolonizatorzy nie opuszczali Afryki. Z narracji tekstu wynika, że Czarnoskórzy mieszkańcy Afryki są genetycznie niezdolni do samorządności. Takie tezy głosił m. in. Hendrik Verwoerd – premier RPA, nazywany architektem apartheidu, postulujący „rozdzielony rozwój” ras (rasizm jest definiowany jako pogląd oparty na przekonaniu o nierównej wartości biologicznej, społecznej i intelektualnej ras ludzkich, łączący się z wiarą we wrodzoną wyższość jednej ras i stwierdzającym, że kategoria ras jest istotnym elementem determinującym ludzkie zachowania[4]).

 

Geneza konfliktów które wybuchły w Afryce po dekolonizacji wiąże się nie tylko z przebiegiem granic wytyczonych przez mocarstwa europejskie, które na konferencji berlińskiej w 1885 r. uznały Afrykę za należną im własność. Napięcia i antagonizmy wybuchały w niepodległej Afryce również z powodu nieskutecznych prób przejmowania mechanizmów rządzenia po kolonizatorach (mechanizmy te służyły utrzymywaniu trybalizmów i praw kolonialnej dyktatury, a zostały przejęte przez parlamenty, które w założeniu miały być demokratyczne), ograniczeń w sferze politycznej narzuconych przez państwa europejskie (z największymi spotykały się byłe kolonie francuskie, w których Francja dążyła do utrzymywania kontroli za pośrednictwem uległych partnerów), ograniczeń  i zależności gospodarczych (dyktowanych przez rynki międzynarodowe) oraz podstawowych braków w systemie edukacji (ukierunkowanym w czasach kolonializmu na utrzymywanie czarnej ludności na dole drabiny społecznej)[5]. Zarówno skala trudności jak i nagląca potrzeba zmian doprowadziły do licznych porażek i błędów. Wskazane powyżej problemy były nie tylko źródłem wybuchu konfliktów, ale stanowiły wyzwania dla niepodległej Afryki. Wyszczególnianie ich nie stanowi próby usprawiedliwienia krwawych dyktatur afrykańskiego kontynentu. Służy jedynie pełniejszemu zarysowaniu  procesu dekolonizacji i jego następstw.

 

Analizując wywód Autora artykułu, warto również zadać pytanie: czy kolonizatorzy mogli postąpić inaczej? Czy w warunkach osłabienia i wyniszczenia II Wojną Światową oraz wobec narastającej fali nacjonalizmu afrykańskiego, a także ówczesnej pozycji Stanów Zjednoczonych, byli zdolni do utrzymywania władzy na kontynencie afrykańskim? Dotychczasowa analiza procesu dekolonizacji nie daje podstaw do kreowania historycznej alternatywy. Dodatkowo, prognozowanie oparte na „gdybaniu” na temat przeszłości wydaje się być bezcelowym.

 

Autor tekstu podaje historię dekolonizacji Zimbabwe (dawniej Rodezji Południowej) jako przykład potwierdzający tezę, że odejście kolonizatorów było fatalnym błędem. Wskazuje, że przed dojściem Mugabe do władzy kraj był spichlerzem Afryki. Zauważa też, że system kilku tysięcy farm należący (tylko) do białych mieszkańców, zapewniał żywność i dawał zatrudnienie czarnym obywatelom. Dla porównania prezentuje obraz niepodległego Zimbabwe i opisuje kraj jako „jedno wielkie rumowisko, w którym żołnierze wycinali ciężarnym kobietom płody z brzuchów, zmuszali dzieci do uprawiania seksu z rodzicami oraz stosowali inne tortury i upokorzenia”. Podsumowując, formułuje wniosek, że „prawdziwą tragedią dla Zimbabwe była jednak grabież farm należących do białych”. Większość systemów kolonialnych używało rasizmu do utrzymania Czarnych na dole drabiny społecznej. Dopiero walka o niepodległość i wyzwolenie się spod rządów kolonialnych umożliwiły Afrykanom kształtowanie własnego miejsca wobec reszty świata. Prawdą jest, że Robert Mugabe zdobył sławę bezwzględnego i okrutnego tyrana, krytykowanego obecnie zarówno przez Białych jak i Czarnych Zimbabweńczyków. Krzywdzącym natomiast jest wartościowanie i nazywanie opuszczenia kraju przez kolonizatorów największym nieszczęściem Zimbabweńczyków. Dlaczego? Dlatego m. in., że sformułowanie to jest nacechowane rasizmem i ignorancją wobec rzeczywistej kondycji kraju. Spadek inflacji i poprawa sytuacji gospodarczej w Zimbabwe jest bowiem notowana od 2009 r., kiedy zreformowano politykę Reserve Bank of Zimbabwe i wprowadzono system wielowalutowy[6].

 

Robert Mugabe stanął na czele rządu Zimbabwe w 1980 r., po upadku białego reżimu Iana Smitha i po podpisaniu porozumienia w Lancaster House w Londynie, które zakończyło okres panowania kolonizatorów w Rodezji Południowej. Wydarzeniu temu patronowała Wielka Brytania z Margaret Thatcher na czele, która wskazywała Mugabe jako „modelowego” lidera państwa afrykańskiego. Przez pierwszych siedem lat Mugabe panował jako premier, a od 1987 r. już jako prezydent, dysponujący pełnią władzy. Przed odzyskaniem niepodległości dowodził partią ZANU (Zimbabwe African National Union), która zdobyła przeważającą liczbę głosów w pierwszych wolnych wyborach. Przez kilkanaście lat rządów spotykał się z poparciem ze strony państw zachodnich i był stawiany za wzór dla pozostałych przywódców afrykańskich. Po przejęciu władzy odstąpił od pomysłów upaństwawiania ziemi i zgodził się nie odbierać białym Rodezyjczykom ich majątków. Gospodarka Zimbabwe była jedną z najzyskowniejszych na kontynencie, a generowane z niej zyski zasilały m. in. jeden z najlepszych w Afryce system edukacji i opieki medycznej. Gwałtowny rozwój gospodarczy kraju wiązał się również ze zwiększeniem produkcji przez Czarnych zimbabweńskich rolników, którzy po odzyskaniu niepodległości zyskali wsparcie rządu i otrzymali prawo do kredytów[7]. Najbardziej uprzywilejowaną grupą wciąż jednak byli Biali farmerzy. W rękach około 6.000 osób pozostawało 40% gruntów rolnych i dwie trzecie najlepszych ziem. Jednym z najważniejszych programów w tym czasie stała się reforma rolna, która zakładała przesiedlenie 18.000 rodzin Czarnych Zimbabweńczyków na liczące około 2,5 miliona akrów dawne ziemie Białych farmerów (opuszczone przez nich w czasie wojny). Ziemia wspólnotowa była przeludniona i nadmiernie eksploatowana. Mimo że problem przesiedleń i reformy rolnej narastał w wyniku presji ludnościowej, Mugabe nie podejmował radykalnych kroków ze względu na porozumienie konstytucyjne, które zakładało, że transakcje ziemią mogą być przeprowadzane jedynie na zasadzie dobrowolnego porozumienia między kupującym, a sprzedającym. Szczegółowo zaplanowany program, uwzględniający rekompensaty za ziemię dla białych właścicieli, zyskał poparcie Wielkiej Brytanii, która obiecała znaczącą pomoc finansową w realizowaniu reformy. Problemy pojawiły się w latach 90. XX wieku, kiedy dążenia Mugabe do zbudowania jednopartyjnego państwa zaczęły przybierać formę terroru, kiedy biali mieszkańcy Zimbabwe postanowili zastąpić Mugabe związkowym przywódcą Morganem Tsvangiraiem i kiedy Wielka Brytania wstrzymała wszelką pomoc przeznaczoną na reformę rolną i wypłatę odszkodowań dla Białych farmerów[8]. Można więc wysnuć wniosek, że w przypadku Zimbabwe jak i wielu innych afrykańskich krajów postawa byłych metropolii po dekolonizacji stawała się zalążkiem problemów, które narastały w miarę upływu czasu i w obliczu konieczności mierzenia się z szeregiem nowych wyzwań ekonomicznych, społecznych i politycznych.

 

Po dekolonizacji dochodziło do różnorodnych interwencji na kontynencie, kierowanych przez państwa europejskie. Niektóre miały charakter ekonomiczny, pozostałe polityczny i wojskowy. Wszystkie stanowiły próbę zachowania pośredniej kontroli nad byłymi koloniami, a w rezultacie powodowały podsycanie istniejących już konfliktów i pogłębianie chaosu. Francja pomogła Bokassie w zdobyciu i utrzymaniu władzy. Sytuacja wyglądała podobnie w odniesieniu do Wielkiej Brytanii i Idiego Amina. Wielka Brytania bowiem, w obawie o „lewicowe odchylenie” Miltona Obote, pomogła Aminowi stanąć na czele dyktatury wojskowej w Ugandzie[9]. Zastanawiąjącym jest więc, dlaczego Autor tekstu obarcza winą za dojście do władzy i autorytarne rządy dyktatorów przywołanych w artykule, jedynie Afrykańczyków? Czy nie widzi – skoro sam o tym pisze – że ci przywódcy byli wprowadzani przez Europejczyków? Może więc nieszczęściem większym niż dekolonizacja była ingerencja byłych kolonistów w Afryce w imię własnych interesów? I w końcu dlaczego Autor w jednym rzędzie z Aminem stawia Kwame Nkrumaha? odmawiając mu jednocześnie zasług w walce o niepodległość Ghany i zaprzeczając sukcesom w początkowym okresie rządzenia krajem. Nkrumahowi można zarzucić nepotyzm czy utopijne, zgubne w skutkach wizje rozwoju państwa. Jednak nazywanie go „zwyrodnialcem” takim samym jak Bokassa czy Amin, to zdecydowana przesada[10].

 

W artykule przedstawiono zdjęcie dziecka z wydętym brzuszkiem z podpisem „Głód - jedna  z największych bolączek postkolonialnej Afryki”. Utrwalanie negatywnego obrazu Afryki jako kontynentu, gdzie wszyscy cierpią głód jest jednym z największych stereotypów powielanych przez media. Tymczasem z danych World Food Programme na lata 2011-2013 wynika, że wśród krajów afrykańskich, w których problem niedożywienia dotknął ponad 35% populacji znalazły się Erytrea, Etiopia, Burundi, Malawi, Zambia oraz Mozambik (w badaniach nie uwzględniono Sahary Zachodniej, Sudanu, Sudanu Południowego, Somalii  i DRK z powodu niewystarczających lub brakujących danych)[11]. Problem głodu i niedożywienia dotyka również mieszkańców regionów szczególnie narażonych na susze bądź terytoriów objętych działaniami zbrojnymi. Istnienie tych przypadków nie daje jednak podstaw do generalizowania jakiego dopuszcza się autor artykułu i twierdzenia, że sytuacja odnosi się do wszystkich państw Afryki. Zdjęcie nagiego dziecka z wydętym brzuszkiem dotyka także fenomenu „pornografii biedy”, odnoszącego się do okoliczności, w których „organizacje pomocowe lub autorzy tekstów o sytuacji w państwach rozwijających się używają obrazów, które mają wzbudzić nasze współczucie i empatię”[12]. Operowanie tego typu narzędziami bywa jednostronne i szkodliwe, ponieważ przedstawia Afrykę jako „kontynent bez nadziei, miejsce w którym nagromadzone zostały wszystkie problemy współczesnego świata, które nie potrafi sobie samo z nimi poradzić”[13]. W kontekście komentowanego artykułu intencja Autora jest nacechowana negatywnie.

 

Argumentacja przedstawiona w tekście jest niespójna, chaotyczna i niezwykle uboga. Teza o tym, że dekolonizacja była fatalnym błędem, ponieważ po odejściu Europejczyków cała Afryka pogrążyła się w wojnach, głodzie i chaosie jest nieprawdziwa - co zostało dowiedzione powyżej. Dodatkowo, w artykule widnieją rażące błędy i przekłamania wśród których znalazły się:

- twierdzenie, że masakra w Bangui stanowi dowód na upadek całego kontynentu po dekolonizacji;

- twierdzenie, że dyktatorzy objęli władzę bezpośrednio po odzyskaniu niepodległości przez państwa afrykańskie;

- twierdzenie, że dyktatorzy objęli władzę w całej Afryce;

- twierdzenie, że Europejczycy nie dopuszczali do wybuchu antagonizmów plemiennych (w dodatku przez sam fakt pozostawania w Afryce w roli kolonizatorów);

- twierdzenie, że w Zimbabwe panuje obecnie hiperinflacja;

- twierdzenie, że Robert Mugabe pogrążył kraj w kryzysie gospodarczym bezpośrednio po dekolonizacji kraju;

- twierdzenie, że Kwame Nkrumah był takim samym „zwyrodnialcem” jak Idi Amin czy Jean-Bédel Bokassa;

- twierdzenie, że cała Afryka cierpi obecnie głód;

- twierdzenie, że przed Afryką nie ma obecnie żadnych perspektyw.

Ponadto, Autor nie podaje źródeł, na podstawie których stworzył bogaty we wzmianki historyczne, ekonomiczne i polityczne artykuł. W świetle przedstawianych przez niego informacji daje to podstawy do nazwania tekstu demagogią.

 

Ton, w którym utrzymany jest tekst sprawia, że czytelnik staje pod ścianą - albo autorowi wierzy albo nie. A jeśli nie, to – zgodnie z przekazem – w imię ideologii poprawności politycznej. Nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem, że w Afryce toczą się konflikty zbrojne, do władzy dochodzą dyktatorzy, a mieszkańcy poszczególnych krajów cierpią z powodu ubóstwa. Nie sposób nie zauważać, że odpowiedzialność za kondycję kontynentu ponoszą zarówno Europejczycy jak i sami Afrykanie. Brak jest jednak przesłanek by ignorować potencjał i rozwój Afryki, szczególnie widoczny i intensywny w minionej dekadzie (z prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynika, że w najbliższych pięciu latach 10 na 20 najszybciej rozwijających się gospodarek świata znajdzie się na obszarze Afryki Subsaharyskiej[14]). Brak jest również podstaw, by tezę, że dekolonizacja była błędem, ponieważ cały kontynent pogrążył się w chaosie, który trwa do dziś, uznać za prawdziwą. Warto pamiętać, że Afryka i reszta świata nie są od siebie oddzielne. Przeciwnie, to co dzieje się w Afryce jest zależne od pozostałych kontynentów – i odwrotnie.

 

Anna Cichecka



[1] D. Kopiński, A. Polus, W. Tycholiz, Europe-Africa on the Global Chessboard: The New Opening, Central and Eastern Europe Development Institute, Warszawa 2013.

[2] B. Davidson, Społeczna i polityczna historia Afryki w XX wieku, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011, s. 179-261.

[3] M. Meredith, Historia Współczesnej Afryki. Pół wieku niepodległości, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2011, s. 135-279.

[4] B. Walicka (pod. red.), Słownik Politologii, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, s. 485-487.

[5] B. Davidson, wyd. cyt., s. 192-235.

[6] International Monetary Found, Zimbabwe. Staff Report [online]; http://www.imf.org [dostęp: 11.02.2014].

[7] B. Davidson, wyd. cyt., s. 155-233.

[8] M. Meredith, wyd. cyt., s. 548-574.

[9] B. Davidson, wyd. cyt., s. 201-210.

[10] M. Meredith, wyd. cyt., s. 168-179.

[11] World Food Programme, Hunger Map 2013 [online]; http://documents.wfp.org [dostęp: 11.02.2014].

[12] A. Polus, Pornografia Biedy w:Recykling Idei” Nr 13, Lato 2012.

[13] Tamże.

[14] International Monetary Found, Economic Review [online]; http://www.imf.org [dostęp: 11.02.2014].