Komentarz: KONY 2012

11.03.2011. 70 milionów odsłon w niespełna pięć dni od premiery. Facebook, Twitter i inne portale społecznościowe zdominowane przez jeden link. Taką popularnością cieszy się film 'KONY 2012' przygotowany przez organizację Invisible Children. Jednak fala zainteresowania wywołała potok krytyki na temat sposobu ukazywania problemu i proponowanego przez organizację rozwiązania.

 

KONY 2012 pokazuje Jasona Russella, który opowiada historię swoich podróży do Ugandy, podczas których poznał Jacoba – ofiarę Armii Oporu Bożego (LRA). Film w skrócie opowiada problem „dzieci żołnierzy”, zmuszanych do walki przez LRA. Założona przez Rusella organizacja „Invisible Chirldren” (IC) od 2005 roku prowadzi kampanię na rzecz powstrzymania LRA. W 2010 roku jedna z aktywistek organizacji, zginęła w ataku samobójczym w stolicy Ugandy – Kampali. Korzystając z roku wyborczego, „Invisible Children” rozpoczęła szeroko zakrojoną kampanię na rzecz wypromowania osoby Josepha Kony-ego, przywódcy LRA. Film apeluje do internautów, by namawiali znane postaci świata filmu i muzyki (takie jak m.in. George Clooney, Bono, Mark Zuckerberg) aby te włączyły się do akcji pod hasłem – KONY 2012. Bezpośrednim wsparciem ma być także rozwieszanie plakatów, z podobizną Kony-ego z Osamą ibn Ladenem i Adolfem Hitlerem za plecami. Kolejnym etapem ma być rejestrowanie opasek aktywisty, które można zakupić na stronie organizacji. „Action Kit” zawiera T-shirt, bransoletkę, przewodnik, nalepki, przypinkę i plakat, kosztuje 30 USD i cały nakład już się wyczerpał. Można także kupić samą bransoletkę, jednak ta od piątku – 09.03.2012 – zdrożała z 5 do 10 USD (na stronie sprzedawane są także inne produkty, tyle że wyprodukowane w Afryce). Wszystko to ma służyć rozbudzeniu powszechnej świadomości – głównie amerykańskiego społeczeństwa – w celu wywierania presji na senatorów, kongresmenów i obecną administrację, by ta przedłużyła zaangażowanie militarne USA w Ugandzie. To wsparcie dla ugandyjskiej armii ma spowodować aresztowanie Kony-ego i postawienie go przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Czerpiąc z możliwości jakie daje Internet, działacze organizacji chcą, Joseph Kony by niczym ikona popkultury,  stał się sławny. Wzorem znanego artysty sreet – art. Sheparda Fairey, chcą by plakaty z Kony-ego wisiały na ulicach wielkich miast. Narrator podaje nam datę, do kiedy Kony musi zostać zatrzymany – 31.12.2012, jednak nie wyjaśnia w przekonujący sposób dlaczego akurat ten termin jest tak istotny.

 

W październiku 2011 roku administracja Baracka Obamy zdecydowała o wysłaniu małego kontyngentu wojskowego – 100 żołnierzy – w celu udzielenia szkolenia i pomocy logistycznej armii ugandyjskiej. Wsparcie ma pomóc w powstrzymaniu LRA i ustabilizowaniu sytuacji w regionie. Obecnie LRA przemieszcza się na granicach północnej Ugandy, południowego Sudanu i Republiki Środkowo Afrykańskiej. 

 

Parę lat temu przypadkiem trafiłem na ich pierwszy film o tytule – „Invisible Children: The Rough Cut”. Widać na nim, jak działacze IC udają się do Sudanu, by zobaczyć „masakry dżandżawidów”. Znudzeni jeżdżą po pustyni i szukają węży by je sfilmować (sic!). Nie mogąc znaleźć nic ciekawego – orientują się, iż południe dawnego Sudanu to ogromna przestrzeń – wybierają się do Ugandy, bo słyszeli, że są tam oddziały dzieci – żołnierzy. Tam dowiadują się o sytuacji byłych dzieci- żołnierzy i o ich nocnych podróżach do miast (tę kwestię opisywało wielu autorów, m. in. – Wojciech Jagielski, „Nocni wędrowcy”). Ten film powstał w 2003 roku.  Pokazana w filmie „Kony 2012” scena z ich pierwszego filmu, w której Jason Russell mówi do jednej z ofiar LRA – „We're going to stop them”, najlepiej obrazuje ich postawę, w tym czasie i świadczy o ich naiwności. Nawet walczący z LRA Amerykanin Sam Childers „Machine Gun Preacher” (znany z filmu o tym samym tytule) mówił o tym jak trudne, a wręcz niemożliwe, jest obecnie powstrzymanie LRA i ujęcie Kony-ego. Zgadzam się z tym co napisał w swoim komentarzu Chris Blattman – ich działanie nosi symptom „brzemienia białego człowieka”. Chcą pomóc, wierząc, że jest to ich obowiązek, a rozwiązania są proste. O skomplikowaniu problemu LRA najlepiej świadczy to, że Kony być może nie żyje, a dowódcy, którzy opuścili LRA i zostali objęci amnestią nadal wierzą w słuszność swoich działań. Byli dowódcy LRA, którzy obcinali ludziom języki, usta, ramiona i ręce (bo taki był najpowszechniejszy sposób okaleczania ofiar) wierzą, że „karali ich w imię Boga”. LRA to nie Kony, „dzieci- żołnierze” to nie LRA.

 

Walkę wywołały podziały etniczne po dojściu do władzy obecnego prezydenta Yoweri Museveni-ego w 1986 roku. Zamieszkujący północ kraju lud  „Acholi”, chciał odzyskać utraconą w czasie rządów Idi Amina pozycję. Porwania dzieci rozpoczęły się gdy Alicia Auma, zwana Lakwena (posłaniec), utworzyła Ruch Ducha Świętego i rozpoczęła walkę zbrojną. Walkę kontynuował jej rzekomy siostrzeniec – Joseph Kony. Wydaje się więc, że problem nie zniknie wraz z Konym. Tym bardziej, że cała walka armii Ruchu Ducha Świętego, a później LRA, jest podszyta rywalizacją etniczną i niespełnionymi obietnicami Museveni-ego.

 

Odrębną kwestią jest jednak to, że IC nie mówi wprost, że finansowe wsparcie oznacza tak naprawdę dalszą walkę, bo aresztowanie Kony-ego to nie jest tylko problem braku środków i woli ze strony rządu Ugandy. Wiele kontrowersji na temat działalności IC wzbudziła publikacja Washington Post i zdjęcie, na którym widać członków organizacji pozujących z bronią Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu (SPLA). Organizacja tłumaczyła na swej oficjalnej stronie, że był to jedynie żart. Sam sposób redystrybucji finansów jest bardzo dyskusyjny. W 2011 roku bowiem jedynie 32% środków wydane było na działania bezpośrednie – budowa szkół, tworzenie miejsc pracy, resztę przeznaczono na pensje, koszty podróży i produkcję filmu – KONY 2012. Organizacja Charity Navigator, zajmująca się śledzeniem i oceną działalności organizacji charytatywnych, oceniła odpowiedzialność i przejrzystość IC na 2 z 4 możliwych gwiazdek. Wiadomo także, że zarobki założycieli to ponad 80 tys. USD rocznie.

 

Ciekawym głosem w dyskusji jest także głos samych Afrykanów, w tym głos Rosbell Kagumire, która słusznie zwraca uwagę na to, że rozwiązanie nie leży jedynie w rękach „zachodnich potęg”. Mówi o poprawie sytuacji na północy Ugandy i zdecydowanie twierdzi, że rozwiązanie problemu LRA leży przede wszystkim w rękach rządów regionu – czyli samych Afrykanów. 

 

Rząd Ugandy, co zrozumiałe z powodu kwestii wizerunkowych, również podchodzi sceptycznie do akcji „IC”; mówiąc ustami rzecznika Freda Opolot: „Invible Children przy użyciu drastycznych zdjęć chce oszukać społeczność międzynarodową w celu otrzymania wsparcia finansowego”.

 

Pomimo kontrowersji podziwiam jednak w działalności „Invisible Chldren” to, że udało im się zainteresować dużą część mediów kwestią ofiar LRA. Kolejnym aspektem jest to, że rzeczywiście przyczynili się do zaangażowania USA w Ugandzie. Nieważne jakbyśmy to zaangażowanie oceniali – zgadzam się, że wspieranie ugandyjskiej armii (UPDF), która od nadużyć nie stroni, jest także legitymizowaniem Yoweri Museweni-ego – jest to realny wymiar ich skuteczności. Udało im się także zainteresować opinię publiczną, co jest w mojej opinii największym sukcesem. Ten filmik mówi sam za siebie – chwyta za serce, wzrusza -  forma teledysku przemawia idealnie, w prosty, a nawet naiwny sposób wyjaśnia nam przyczyny, skutki i daje łatwe rozwiązanie trudnego problemu. Świetnym tego przykładem są sceny, gdy Jasson Russell wyjaśnia swemu synowi na czym polega jego działanie. Problem, którego być może on sam nie rozumie, ma zrozumieć kilkuletnie dziecko i czemu ma to służyć…? Pisarz Ishmael Beah, który sam był zmuszony jako dziecko do walki zbrojnej w wojnie domowej w Sierra Leone, uważa, że taki sposób zdawkowego i uproszczonego informowania niczego nie zmieni. Jednak w czasach krótkiego przekazu i „walki o uwagę”, w przeciwieństwie do komentarza Granta Oysona, uważam, że ten filmik ma szanse wywołać pozytywne efekty. W kilka dni zobaczyło go 70 milionów ludzi, co sprawiło, że problem dzieci – żołnierzy zaistniał w szerszej świadomości opinii publicznej, a co ważniejsze – przywrócił go  na afisze. Zgadzam się natomiast z krytykami co do jednego – nie wiemy jakie skutki przyniesie to przyciągnięcie uwagi. Mogą to być militaryzacja Ugandy, wsparcie i legitymizacja prezydenta Museweni-ego, większe rozwarstwienie plemienne i terytorialne w Ugandzie, wielomilionowe programy pomocy rozwojowej, „work – campy” (które już działają, także w z ramienia IC) i duży kapitał polityczny napełniany szczerą ludzką chęcią pomocy, czy po prostu złudne poczucie czynienia dobra… Już teraz pojawiają się podejrzenia, że zaangażowanie USA ma związek z odkrytymi niedawno złożami ropy.

 

Może będzie to jednak zwrócenie uwagi na anonimowość zbrodniarzy, od lat żyjących poza uwagą mediów. Oby tak było. W innym wypadku nagromadzona energia ludzkiego poruszenia i zaangażowania, może wyczerpać się na długi czas.

 

 

Film KONY 2012: http://www.youtube.com/watch?v=Y4MnpzG5Sqc

Strona organizacji ‘Invisible Children’: http://www.invisiblechildren.com

Blog Granta Oysona - Visible Children, Kony 2012, viewed critically: http://visiblechildren.tumblr.com

Wywiad z Glenną Gordon, autorką zdjęcia z Washington Post: http://www.washingtonpost.com/blogs/blogpost/post/invisible-children-founders-posing-with-guns-an-interview-with-the-photographer/2012/03/08/gIQASX68yR_blog.html

Komentarz internautów z Afryki: http://www.boingboing.net/2012/03/08/african-voices-respond-to-hype.html

 

 

Tomasz Błoński