Komentarz: rewolucja arabska według Foreign Affairs

W ostatnim, obejmującym marzec i kwiecień numerze Foreign Affairs, ukazał się tekst „The Arab Spring at One: A Year of Living Dangerously”, podsumowujący pierwszy rok upływający od wystąpienia rewolucji arabskich. Fouad Ajami, autor z Hoover Institution przy Uniwersytecie Stanforda, próbuje przedstawić w pełnej perspektywie wydarzenia minionego roku. Wskazuje na przedrewolucyjny charakter geopolitycznego Bliskiego Wschodu, którą określa jako gospodarczo- społeczną stagnację i zewnętrzną marginalizację, tworzące razem swoiste „poczucie klątwy”.


Zewnętrzne siły, które w analizie Ajamiego są siłami Zachodu, z podstawową rolą Stanów Zjednoczonych, zdawały  się godzić z autorytarną twarzą regionu, do czasu „tornada” wywołanego przez Georga W. Busha i jego koncepcję wojny z terroryzmem, która przeniosła się w następstwie do Iraku. Przykład demokratyzacji nad Bagdadem przyniósł klęskę koncepcjom głoszenia wolności w regionie. Dlatego następca Busha, Barack Obama, ogłaszając „reset” w stosunkach amerykańsko- arabskich miał na myśli powrót do statusu quo, odnawiając, wedle autora, przyjazne stosunki ze sprzyjającymi amerykańskim celom despotom w regionie.


Pierwsze kłopotliwe konsekwencje podjętej drogi zaistniały już podczas „zielonej rewolucji” w Iranie, wobec której Obama nie przedstawił spójnego przekazu. Było to tylko preludium niezdecydowania, które czekało amerykańską dyplomację szczególnie w początkowej fazie arabskiej rewolucji.


Czarę goryczy narodów arabskich przelał w grudniu 2010 roku Tunezyjczyk Mohammed Bouazizi, rozpoczynając łańcuch wystąpień rewolucyjnych, mających jednocześnie w interpretacji Ajamiego pogrzebać dziesięciolecia polityki amerykańskiej w regionie. Autor przedstawia stosunek USA do . rewolucji jako pogoń za ich przebiegiem, przywołując cytat Hillary Clinton z połowy stycznia ub.r: „w zbyt wielu miejscach, w zbyt wielu sposobach podstawy regionu pogrążają się w piaskach” (tłum. aut.). Nie poświęca za to miejsca chaosowi, jaki towarzyszył amerykańskiej dyplomacji w tamtym okresie, rozdarciu między poparciem dla przejawów pragnienia wolności a podkreślaniem konieczności stabilizacji sytuacji, kierowane podczas pierwszych protestów na placu Tahrir.


Ajami deskryptywnie przedstawia kolejne ogniwa rewolucyjnego łańcucha, poprzez Jemen, Bahrajn, Libię i Syrię. Następnie powraca do największego państwa w regionie, Egiptu, by zagłębić się w analizę wewnętrznej rozgrywki o władzę.


Pomimo w pewnym stopniu konserwatywnej linii Foreign Affairs, Ajami nie wartościuje Bractwa Muzułmańskiego, przyznając mu równe prawo do obecności na politycznej scenie nad Nilem. Jednocześnie zauważając ekonomiczne trudności Egiptu, uważa za mało prawdopodobne stworzenie przez Bractwo państwa islamskiego. Ajami wskazuje na turystykę, kanał Sueski i wpływy od emigrantów jako fundamenty gospodarki państwa, co wobec wysokiego bezrobocia nie daje szans na sukces jak w przypadku zasobnej w ropę Islamskiej Republiki Iranu. Przy okazji stawia tezę, że oba antagonistyczne obozy, Bractwo Muzułmańskie i armia, będą pożądać współpracy ze względu na skomplikowaną sytuację krajową.


Ajami prognozuje zwycięstwo pragmatyzmu. W kreślonym przezeń scenariuszu najważniejsze sektory państwa miałyby być rozdzielone między obie siły. Bractwo miałoby przejąć wpływ nad edukacją, sektorem społecznym i sądownictwem. Armia zaś utrzymałaby „twarde” obszary władzy, jak obronność, wywiad, zachowanie w obecnym kształcie współpracy z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi.


Autor wpisuje niedawne rewolucje w historyczny ciąg przebudzeń arabskich, z których pierwsze datuje na koniec wieku XIX. Pierwszym z przebudzeń miała kierować chęć dołączenia do modernizującego się świata. Trzecie, obecne przebudzenie, przychodzi w istotnie trudnych dla świata arabskiego czasach, zdominowanych przez brutalne reżimy tworzące więzienia, z których wyłaniają się fundamentaliści. Jak wielu autorów, Ajami pozostawia otwartą kwestię dalszego rozwoju sytuacji. W najnowszym przebudzeniu widzi zarówno zagrożenia, jak i nadzieje, metaforycznie ujmując je jako wyzwolenie bądź tworzenie nowych, porewolucyjnych więzień.
 

Mariusz Świderski