KOMANTARZ: Republika Środkowoafrykańska: Druga Rwanda (KORESPONDENCJA ZAGRANICZNA)

KOMANTARZ: Republika Środkowoafrykańska: Druga Rwanda (KORESPONDENCJA ZAGRANICZNA)

Im głębiej analizuje się zachowania ludności cywilnej w czasie konfliktów zbrojnych, tym lepiej widać, jak ogromny wpływ na ludzką psychikę mają czynniki ekonomiczne i społeczne. Agresja, wywołana jest często chęcią zysku bądź nienawiścią, spowodowaną lepszą sytuacją materialną innej grupy etnicznej, plemiennej czy narodowej.

 

Zauważalna jest tendencji wzrostowa powstawania konfliktów zbrojnych na bazie różnic materialnych. Gdy pewna grupa etniczna zajmuje tereny należące do innej, asymiluje się zachowując własne wartości, zwraca uwagę otoczenia swoją sytuacją materialną. Z biegiem czasu czynnik ten będzie ją izolował od swojego środowiska. Jest to powód do postępującej niechęci, przemieniającej się z czasem w nienawiść.
W marcu 2013 roku rządy w RŚA objęła koalicja Seleka na czele z Michel’em Djotodia, która przez cały rok siała terror wśród mieszkańców. Rebelianci, o których mowa to głównie muzułmanie. Spowodowało to, że lepiej traktowali oni wyznawców islamu zamieszkujących tereny należące do RŚA, niż przeciętnych obywateli.

 

Bardzo często zdarzały się kolaboracje pomiędzy ludnością muzułmańska a Seleką. Wiele razy Środkowoafrykańczycy tracili życie w wyniku tej współpracy. Rebelia Djotodia i Seleki była najkrwawsza ze wszystkich rebelii, jakie spotkały RŚA. Dlatego ludność tak dobrze zapamiętała wyznawców islamu. Po rezygnacji tymczasowego prezydenta Djotodia ze stanowiska, władzę w kraju przejęła Catherine Samba-Panza. Oznaczało to dla Seleki wycofywanie się ze posterunków - kradzieże, kolejne morderstwa i gwałty. Ludność RŚA zażądała jednocześnie, aby i kolaborująca ludność muzułmańska również opuściła ich tereny.

 

Konflikt bardzo szybko przerodził się w nienawiść pomiędzy sąsiadami, którzy prawie rok musieli żyć w ciągłym strachu. Niestety wrogość spowodowana uciemiężeniem jest tak silna, że łupem kolejnej siły rebelianckiej w kraju zwanej Anti-Balaka padają ofiarą muzułmańskie. Aby dobrze naświetlić problem należy wrócić do historii kraju, kiedy to napływowi muzułmanie dobrze prosperowali w państwie, prowadząc większość handlu miasteczkowego, co wzbudzało zazdrość.

 

29 stycznia 2014 roku, na misji, w której pracuję schroniło się kilkoro muzułmanów: kobiety, dzieci, starzec i dorośli mężczyźni. Grupa ta nie wyjechała wcześniej z kraju jak to zrobiły ich rodziny, ale została w naszej miejscowości, choć mieli możliwość przemieszczenia się do innych miejsc, dużo lepiej chronionych. Część ludności wioski chciała się zemścić. Wśród tych muzułmanów był jeden kolaborant Seleki, przez którego wiele osób ucierpiało. Tuż przy bramie naszej misji wraz z dźwiękami ostrzonych maczet można było usłyszeć krzyki skrzywdzonych ludzi i wypominki miesięcy spędzonych w miejscowym buszu ze strachu przed rebeliantami. Konflikt ten przyniósł setki ofiar, setki zmarłych dzieci, setki spalonych domów, setki odciętych głów, po prostu wojna. I w środku tej wojny uciekający muzułmanie. Inna część wioski, głównie przyjaciele misji i szpitala bronili muzułmanów i naszą posesję. Ludziom nie udało się wtargnąć do nas, a muzułmanie zostali po kryjomu wywiezieni, aby ostatnimi siłami ratować życie.

 

Co więcej znikąd żadnej pomocy! Siły francuskie, które są 60 kilometrów od nas nie pomogły nam, nie miały nawet takich planów, choć były dobrze poinformowane o występującej sytuacji.

 

Tym wydarzeniem chciałam całkowicie zdementować pogląd, że wojna ma podtekst religijny: muzułmanie kontra chrześcijanie. Doskonale widać, że tak nie jest. Konflikt w RŚA toczy się nie na bazie nienawiści religijnej, ale to właśnie religie sobie pomagają.
W tej kwestii należy się zastanowić nad werdyktami naszego rządu. Można przeczytać na stronie Biura Bezpieczeństwa Narodowego o decyzji wysłania polskiego kontyngentu wojskowego do Republiki Środkowoafrykańskiej w celu wzmocnienia sił Republiki Francuskiej w tym kraju. Po dzisiejszych wydarzeniach i całkowitej bierności wojsk francuskich nie jestem pewna czy jakakolwiek pomoc zagraniczna przyniesie pokój obywatelom tego kraju. Słychać głosy, że konflikt w RŚA przeistacza się w konflikt w Rwandzie. Można się zgodzić z tym faktem, ale pod tym względem, że tak samo jak w Rwandzie wojska międzynarodowe przyglądają się mordom, pozostając w całkowitej bierności w konflikcie. W takim razie, jakie są powody stacjonowania w RŚA wojsk francuskich i polskich?