Egipt nie chce pomocy z MFW

25.06.2011. Egipski minister finansów w rządzie tymczasowym, Samir Radwan, ogłosił w sobotę, że Egipt wycofuje swoją prośbę skierowaną do MFW i BŚ o przyznanie specjalnej linii kredytowej. Decyzja została ogłoszona bezpośrednio po obniżeniu prognozy deficytu przez egipski rząd w nadchodzącym roku fiskalnym (zaczynającym się 1lipca) z 28,5 mld (10,75% PKB) do 22,5 mld dolarów (8,6% PKB).

Rewizja prognozy deficytu wynika z poprawek wprowadzonych do planu budżetu, w którym rząd obniżył prognozowane wydatki z 86 mld do 82 mld dolarów. Wynegocjowane z MFW na początku czerwca warunki linii kredytowej opiewającej na kwotę 3 mld dolarów, zakładały możliwość wykorzystania środków w ciągu najbliższych 12 miesięcy przy oprocentowaniu 1,5% w skali roku. Jednak nawet tak korzystne warunki przedstawione przez IMF, nie zdołały przełamać niechęci wielu Egipcjan do instytucji kojarzonej z zachodnim imperializmem i z Mubarakiem, którzy pierwotną decyzję rządu (o zwrócenie się do IMF o pomoc) uznali za zdradę ideałów rewolucji.
Czy wobec post rewolucyjnego stanu gospodarki (która jest tragiczna) decyzja o odrzuceniu pomocy oferowanej przez „imperialistyczny” IMF jest słuszna?

Dobrze wiemy, również z naszego, polskiego, doświadczenia, że papier, a w szczególności papier zapisany rękoma polityków, wszystko przyjmie. Realna gospodarka niestety (a może to i dobrze?) już nie. A gospodarka Egiptu potrzebuje i będzie potrzebować w nadchodzących latach ogromnych zastrzyków kapitału. Tylko kto, jeśli nie „imperialistyczne” instytucje z Zachodu będzie w stanie go dostarczyć? Prywatny sektor wewnętrzny – zaniedbywany przez 30 lat rządów Mubaraka – jest zbyt słaby, aby wziąć na swoje barki odbudowę gospodarki. Wpływy z turystyki, która przed kryzysem generowała 11% egipskiego PKB, spadły o ponad 40%, a większość fabryk i zakładów produkcyjnych – z powodu strajków i protestów pracowników walczących o wyższe pensje i lepsze warunki pracy – pracuje na pół gwizdka. Natomiast szeroki strumień środków od zagranicznych inwestorów nie zacznie płynąć dopóty, dopóki co najmniej polityczna sytuacja w Egipcie nie będzie w miarę stabilna. Wyłączając rolnictwo, 40% egipskiej gospodarki jest rękach państwa, a subsydia do żywności i paliwa pochłaniają rocznie 10% PKB (trzy razy więcej niż środki przeznaczane na edukacje).

Rząd tymczasowy liczy na to, że miejsce Zachodnich instytucji finansujących zajmą kraje arabskie, które udostępnią Egiptowi kolejne miliardy dolarów na odbudowę i zbilansowanie gospodarki (w 2011 roku Egipt będzie potrzebował co najmniej 11 mld dolarów). Jeśli „arabska solidarność” zawiedzie, to ta polityczna, bądź co bądź, decyzja o odrzuceniu pomocy z Zachodu, może mieć fatalne skutki w dłuższym terminie.

 

Na podstawie: http://news.xinhuanet.com/english2010/world/2011-06/26/c_13950046.htm, http://www.ibtimes.com/articles/169541/20110625/egypt-says-will-not-need-imf-world-bank-funds.htm

Zdjęcie za: http://www.bbc.co.uk/news/world-middle-east-13914410

 

Polecam także artykuł "Light, dark and muddle. The shakiness of the economy could undermine progress towards democracy" przedstawiający post-rewolucyjny stan gospodarki w Egipcie, opublikowany w najnowszym The Economist (z 25.06.2011).

Wojciech Tycholiz