Dostawy broni dla rebeliantów libijskich

30.06.2011. Wczoraj Francja, a dziś Wielka Brytania przyznały się do dostarczania zaopatrzenia, także militarnego, rebeliantom libijskim walczącym z siłami Muammara Kadafiego.  O ile Brytyjczycy przyznają się tylko do dostarczania ubrań dla sił policyjnych oraz kamizelek kuloodpornych, to rzecznik rządu francuski ujawnił, że wysyłana jest także broń lekka, w tym podręczne wyrzutnie rakiet.

Wczoraj Francja została pierwszym rządem koalicji interweniującej w Libii, który przyznał się do dostarczania pomocy materialnej rebeliantom. Dziś, minister sprawdź zagranicznych Wielkiej Brytanii William Hague, choć przyznaje się do dostarczania zaopatrzenia, to jednak mocno zaznacza, że nie dostarcza żadnej broni, choć jego zdaniem, zgodnie z rezolucją ONZ (nr 1973) byłoby to w „pewnych przypadkach legalne”.

Zarówno William Hague jak i Anders Fogh Rasmussen twierdzą, że nie są zaangażowani w żaden sposób w operację zaopatrywania rebeliantów w broń przez Francję. Mało prawdopodobne jest jednak, by koalicjanci i dowództwo NATO nie wiedziało o tym fakcie. Więcej, można przypuszczać, że jest to wszystkim na rękę, bo dostawy broni pozwolą NATO utrzymać się przy polityce no-boots-on-the-ground, czyli wstrzymaniu się od bezpośredniej, lądowej interwencji, prowadząc najpewniej jednocześnie do ostatecznej klęski militarnej sił wiernych Kadafiemu. Ponadto, działania takie można z łatwością uzasadnić głównym celem nadanym operacji przez rezolucję ONZ, czyli ochronie ludności cywilnej, ponieważ sojusznicy dostarczaliby tylko „broń defensywną”, jak opisują to Francuzi. Naturalnie wzbudzi to sprzeciw wielu państw, zwłaszcza tych od początku sceptycznych wobec interwencji w Libii, jednak obecnie zupełnie jasnym jest cel operacji, czyli obalenie rządów Kadafiego, przez siły rebelianckie.

Na podstawie: http://www.nytimes.com/2011/07/01/world/europe/01london.html?_r=1&ref=africa

Zdjęcie za: http://www.wprost.pl/ar/251170/Francja-przyznaje-uzbrajamy-Libijczykow/

Karol Szulc