Afryka: dezinformacja o Eboli rozprzestrzenia się szybciej niż wirus

Afryka: dezinformacja o Eboli rozprzestrzenia się szybciej niż wirus
21.09.2014. W wielu raportach dotyczących Eboli aż roi się od plotek i nieporozumień. W Senegalu niedawno potwierdzono pierwszy przypadek zarażenia obywatela, który przybył z Gwinei. Oficjalnie oznacza to, iż epidemia rozprzestrzenia się w pięciu krajach. Niedawno ogłoszono potwierdzone przypadki zarażenia wirusem w Demokratycznej Republice Konga. 
 
Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega przed rozprzestrzenieniem się wirusa, a niektóre media uznały Demokratyczną Republikę Konga za piąty kraj dotknięty epidemią. Według doniesień epidemia w Demokratycznej Republice Konga wzięła początek od zarażonej kobiety w prowincji Equateur. Kobieta zmarła w prywatnej klinice w miejscowości Isaka. Od tego czasu odnotowano około 13 zgodnów osób mających bliski kontakt z zakażoną. Rząd ogłosił kwarantannę w północno-zachodniej prowincji Equateur. Minister zdrowia Felix Kabange Numbi ogłosił, iż przypadki Eboli w Demokratycznej Republice Konga dotyczą innego szczepu wirusa. Nie musi to oznaczać, że kryzys się nasila. Wirus jest obecny w różnych częściach kontynentu i może przejawiać się w postaci różnych szczepów. 
 
Analizując sytuację możemy wyróżnić trzy popularne powody nieporozumień związanych z rozprzestrzenianiem się Eboli. Po pierwsze - łatwość zakażenia. Ludzie są przerażeni epidemią z powodu makabrycznego charakteru w jakim przejawia się wirus. Ponadto boją się zakażenia drogą kropelkową od wracających z Afryki Zachodniej turystów. Należy pamiętać, że wirus nie przenosi się w powietrzu, lecz przez płyny ustrojowe.
 
Drugim błędem jest przekonanie, że Ebola to wyrok śmierci. WHO stwierdziło, że "w przypadku zakażenia wirusem ryzyko śmierci wynosi do 90%". Jednak w rzeczywistości wskaźniki śmiertelności są znacznie niższe, wynoszą nieco ponad 50%.
 
Trzecim nieporozumieniem jest zamykanie międzynarodowych lotnisk w celu nie dopuszczenia do wybuchu wirusa w Europie. Musimy mieć świadomość, że wirus w Afryce Zachodniej rozprzestrzenił się z powodu braku higieny, sprzętu sanitarnego, leków oraz niezdolności biednych państw do szybkiego i skutecznego reagowania. Nawet jeśli wirus kiedykolwiek dotarłby do irlandzkich wybrzeży to dzięki sprawnemu systemowi opieki zdrowotnej szybko zostałby opanowany. Co więcej, europejskie państwa cechuje wykształcona populacja, bez doświadczeń takich jak w  społeczeństwach afrykańskich, która nie będzie tak podatna na wpływ mylących plotek jak o celowym wprowadzeniu wirusa przez rząd Sierra Leone czy agencje zachodnie. 
 
Kolejnym nieporozumieniem są oświadczenia, iż  armia USA jest dobrze przygotowana do ograniczenia epidemii i stanowi jedyną opcję zbawienia nas od "nieuchronnej apokalipsy". Armia Stanów Zjednoczonych interesuje się wirusami ze względu na bioterroryzm. Żołnierze interweniowali w czasie klęsk żywiołowych, takich jak trzęsienia ziemi w Haiti w 2010, ale wybuch Eboli jest znacznie bardziej skomplikowanym przedsięwzięciem. Zaangażowanie Pentagonu rodzi za sobą pewne kontrowersje. Do Afryki Zachodniej wysyła się dużą liczbę żołnierzy, która jedynie pogarsza sytuację. Ważne jest rozmieszczenie sił w odpowiednim miejscu i czasie. W Liberii siły bezpieczeństwa przeszły do kwarantanny mieszkańców dotkniętych wirusem w slumsach, bez wcześniejszego wyjaśnienia sytuacji. W efekcie w krótkim czasie padły strzały, w wyniku zamieszek postrzelono nastoletniego chłopca.
 
Ekspert zdrowia publicznego na George Washington University Julie Fischer potwierdza, iż obecność wojsk przyczyniła się do destabilizacji. W rzeczywistości wiele organizacji charytatywnych działających w regionie jest przeciwna zaangażowaniu wojsk. Pośród chaosu i plotek dotyczących Eboli ważne jest by na informacje podawane przez media spoglądać z pewną dozą dystansu.
 
Na podstawie: irishexaminer.com, itv.com, allafrica.com, mg.co.za, npr.org, reuters.com
Zdjęcie za: commons.wikimedia.org
 
Wioleta Gierszewska