Afryka: Wzrost populacji zmieni oblicze kontynentu?

Afryka: Wzrost populacji zmieni oblicze kontynentu?

22.09.2015. ONZ szacuje, że do 2050 roku populacja Afryki wzrośnie ponad dwukrotnie, sięgając blisko 2,5 miliarda ludzi. BBC postanowiło dowiedzieć się jak zmiany te mogą wpłynąć na rozwój najbiedniejszego kontynentu świata.

 

Według szacunkowych danych ONZ do wymienionego w podtytule, 2050 roku, ludność Afryki ma wzrosnąć z obecnego 1,2 miliarda do blisko 2,5 miliarda. Oznacza to, że połowa całego przyrostu światowej populacji w tym okresie będzie miała miejsce między Kairem a Kapsztadem. W zmianach tych liderem będą kraje Afryki Subsaharyjskiej. 

 

Dwadzieścia osiem państw kontynentu ma podwoić swoją liczbę ludności. W niektórych przypadkach będzie to wzrost trzykrotny... a nawet pięciokrotny (Angola, Malawi, Burundi, Mali, Somalia, Uganda, Tanzania, Zambia). Jeśli weźmiemy pod uwagę, że od końca drugiej wojny światowej do dnia dzisiejszego wzrost liczby ludności Afryki był sześciokrotny, zaś do 2100 roku szacuje sie przyrost rzędu kolejnych 2 miliardów osób, zdamy sobie sprawę, że – jeśli chodzi o dynamikę wzrostu – mówimy o wydarzeniu bez precedensu w historii. Problemów i potencjalnych szans zrodzonych z tak gwałtownego rozwoju populacji jest niezwykle dużo.

 

Dziennikarze BBC przepytali pod tym kątem ekspertów z ONZ, Banku Centralnego Nigerii, Instytutu Karolinska oraz African Population Health Research Centre w Nairobi.

 

Pierwszy kłopot to infrastruktura. Sektor publiczny wielu państw nie nadąża za przyrostem obywateli. W wielu krajach brakuje dróg, a transport publiczny jest całkowicie niewydolny – alternatywą są niewielkie prywatnych autobusy, przeładowane towarami i ludźmi, które godzinami stoją w korkach. Duża część mieszkańców na południe od Sahary nie ma dostępu (lub ma ograniczony) do wody i elektryczności. Usługi publiczne takie jak służba zdrowia czy edukacja stoją na niskim poziomie lub są wręcz nieosiągalne dla ogółu populacji. To opis sytuacji dzisiejszej. Jak będzie w przyszłości? Obecnie 41% ludności Afryki to osoby poniżej 15 roku życia, kolejne 19% pomiędzy 15 a 24. Przy rozrodczości rzędu 4,5 dziecka przypadającego na jedną kobietę populacja ta będzie się jeszcze odmładzać. Zapewnienie wszystkich niezbędnych usług oraz zaoferowanie tak ogromnej rzeszy młodzieży choćby najbardziej podstawowego wykształcenia będzie wielkim wyzwaniem XXI wieku. W przeciwnym razie za rozwojem liczby ludności nie pójdzie wzrost, a wręcz przeciwnie, spadek poziomu życia. Niewyedukowani obywatele zaś nie będą mieli szansy na poprawienie jakości własnego życia i przyczynienie się do rozwoju rodzimej gospodarki.

           

A szans upatrywać należy właśnie w rozwoju gospodarki. Wzrost populacji na ogół oznacza wzrost PKB, idzie bowiem za nim większa ilość siły roboczej, a także zwiększona konsumpcja. Rośnie też podaż towarów na rynku wewnętrznym, co daje szansę podmiotom dopiero wchodzącym na rynek. Niestety, spora część krajów, w których liczba ludności rośnie najszybciej, należy jednocześnie do najbiedniejszych krajów na kontynencie. Dla nich poradzenie sobie z problemami może okazać się trudne a wręcz niemożliwe. Nawet państwa stosunkowo zamożne mają przed sobą daleką drogę, by choćby przybliżyć się do standardów zachodnich. Nigeria, największa gospodarka Afryki i, według prognoz, w 2050 roku trzeci najludniejszy kraj świata, ma obecnie PKB per capita rzędu nieco ponad trzech tysięcy dolarów. Warto nadmienić także, że już dziś ocena realnego wpływu wzrostu PKB na jakość życia obywateli jest dosyć trudna, brakuje bowiem wiarygodnych danych statystycznych. W Nigerii ok. 60% obywateli żyje w nędzy, a jednocześnie na nigeryjskich lotniskach zaczyna brakować miejsca dla prywatnych odrzutowców. Zaproszeni przez BBC eksperci mówią o nowym, wielkim rynku zbytu i potężnych możliwościach biznesowych. Z całą pewnością jest to prawda. Nie stawiają jednak pytania, kto zapewni podaż dla tego rynku i czy wydane na nim pieniądze zostaną w Afryce, czy odpłyną do Azji, Europy i Ameryki.

 

Kolejnym problemem, i paradoksem zarazem, jest rosnąca liczba osób starszych. Wprawdzie populacja się odmładza, ale już wkrótce ilość osób w wieku poprodukcyjnym – w liczbach bezwzględnych – będzie bardzo wysoka. Rządy państw afrykańskich niemal zupełnie nie interesują się tą częścią społeczeństwa, wychodząc często z założenia, że ma ona marginalne znaczenie. W sytuacji ograniczonej ilości zasobów państwa wolą inwestować w młodych. Starsi nie mogą więc na ogół liczyć na emerytury, czy godną opieką. A – jak zauważa Isabella Aboderin z African Population Health Research w Nairobi – być może w przyszłości, ze względów finansowych, nie będą mogli także polegać także na najbliższych. Mowa więc o ponad setce milionów ludzi (do samego 2030 roku – dwukrotnie więcej niż dziś, jak podaje raport Afrykańskiego Banku Rozwoju). Dane OECD podają, że w Afryce Subsaharyjskiej mniej niż 10% osób w wieku emerytalnym (65 lat i więcej) jest objęte państwowymi świadczeniami emerytalnymi.

           

W dyskusji pojawia się znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Kolejnym z z nich jest to, czy u jej podstaw stoją właściwe założenia, a skala problemu rzeczywiście będzie tak duża jak przewiduje ONZ. Hans Rosling z Instytutu Karolinska zwraca uwagę na niejednorodność wskaźnika dzietności w poszczególnych afrykańskich państwac,h a także podobieństwa między Afryką a Europą okresu boomu demograficznego (porównanie o tyle chybione, że Europa ani w liczbach bezwzględnych, ani procentowo nigdy nie doświadczyła aż tak wielkiego wzrostu w tak krótkim czasie). Zdaniem Roslinga gwałtowny wzrost liczby ludności jest efektem połączenia nagłej zmiany w postaci wysokiej przeżywalności dzieci i dawnej mentalności, która nakazywała mieć ich jak najwięcej, bowiem niewiele dożywało dorosłości. Mentalność ta, jak mówi Rosling, musi ulec zmianie, nawet jeśli zagregowane dane dziś jeszcze na to nie wskazują. Jeśli przyjrzeć się bardziej szczegółowo poszczególnym państwom, a nawet miastom, dostrzec można, że na przykład w Addis Abeba średnia liczba dzieci na jedną kobietę wynosi 1,6, a zatem mniej niż w Londynie. Wraz ze wzrostem poziomu życia oraz edukacji, dzietność zacznie wyraźnie spadać, a zatem i wzrost populacji okaże się mniej gwałtowny. Na południe od Sahary powtórzy się wtedy prawdopodobnie model azjatycki. Niestety, jeśli korzyści z rozwoju ominą zwykłych Afrykanów a państwa nie zapewnią im należytej edukacji to – zdaniem Hansa Roslinga – sytuacja będzie odwrotna. Bowiem to właśnie w najbiedniejszych rejonach przyrost jest najszybszy i najbardziej nieprzewidywalny.

 

Ogólnie rzecz ujmując, wizja problemów Afryki w obliczu rosnącej populacji to – według BBC – w przeważającej mierze wizja narastania problemów, z którymi kontynent boryka się już od dłuższego czasu. W skrajnie optymistycznym scenariuszu centrum światowej gospodarki znajdzie się pomiędzy Afryką i Azją, a najważniejszym akwenem handlowym będzie Ocean Indyjski. W skrajnie pesymistycznym zaś kontynent afrykański stanie naprzeciw legionu własnych dzieci – pozbawionych wykształcenia i szansy poprawy bytu, odciętych od dostępu do podstawowych usług publicznych, a może nawet wody i elektryczności; dzieci rozwścieczonych widokiem rozpasania własnych elit. Prawdziwego obrazu Afryki przyszłości należy prawdopodobnie szukać gdzieś pomiędzy tymi dwoma scenariuszami.

 

Na podstawie: bbc.com, worldbank.org, un.org, afdb.org, oecd.org

Zdjęcie:commons wikimedia.org

 

Tadeusz Michrowski