Afryka: społeczność międzynarodowa mobilizuje siły do walki z wirusem Ebola

Afryka: społeczność międzynarodowa mobilizuje siły do walki z wirusem Ebola

11.09.2014. Jak dotąd nie udało się zahamować rozszerzania się zachorowań na gorączkę krwotoczną wywoływaną przez wirus Ebola w Afryce Zachodniej. Dotychczasowe wsparcie ze strony społeczności międzynarodowej można określić jako słabe i źle skoordynowane. Ostatnie deklaracje, płynące z Białego Domu czy Komisji Europejskiej pozwalają jednak wierzyć, że państwa rozwinięte w końcu podejmą bardziej konstruktywne kroki w celu zahamowania epidemii. Kolejne tygodnie pokażą czy będzie tak rzeczywiście.

 

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na Ebolę zmarło już co najmniej 2296 osób (na 4293 przypadki zachorowań), głównie w Liberii, Sierra Leone, Gwinei i Nigerii (8 osób). WHO ostrzega, że epidemia Eboli może spowodować śmierć nawet 20 tys. osób do końca roku i rozprzestrzenić się na terytorium 10 państw, jeśli społeczność międzynarodowa nie podejmie odpowiednich kroków, aby powstrzymać wirusa. Tymczasem reakcja społeczności międzynarodowej jest niewystarczająca, a podejmowane przez nią inicjatywy źle skoordynowane lub wręcz chaotyczne. ONZ i WHO wzywają do większego zaangażowania w walkę z Ebolą i próbują realizować swoje plany (Ebola response roadmap), jednakże działaniom tym brakuje zarówno właściwego zarządzania, kontroli, jak i dobrego przepływu informacji. Jednym z problemów jest również fakt, że niemal 77% budżetu WHO pochodzi z dobrowolnych dotacji. Niestety oznacza to, że pieniądze muszą zostać wykorzystane na cele, które zostały wyznaczone przez donatorów, co w dużym stopniu utrudnia tej organizacji kontrolę alokacji środków.

 

Od kilku tygodni pojawia się coraz więcej głosów krytycznych, tak wobec samej WHO, jak i reakcji świata na wydarzenia w Afryce. Szefowa organizacji Lekarze bez Granic, Joanne Liu, uważa, że świat przegrywa walkę z Ebolą, a przywódcy nie potrafią poradzić sobie z tym międzynarodowym zagrożeniem. Z kolei, Jim Yong Kim, prezes Banku Światowego wraz z Paulem Farmerem, profesorem z Uniwersytetu Harvarda, oświadczyli na łamach The Washington Post, że obecny kryzys w walce z Ebolą wynika nie tyle z samego wirusa, co z uprzedzeń i dezinformacji. „Katastrofalnie nieadekwatna odpowiedź” świata na ten problem prowadzi do tego, że umiera wiele osób, które można by łatwo uratować. Rozprzestrzenianie się choroby mogłoby zostać szybko zahamowane przy wykorzystaniu rozwiązań medycznych dostępnych w państwach zachodnich. Dlatego też Jim Yong Kim i Paul Farmer wezwali kraje rozwinięte do dzielenia się wiedzą i zasobami, aby wspomóc państwa afrykańskie w walce z Ebolą. Ich zdaniem połączone siły ONZ i WHO, a także wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji oraz innych państw rozwiniętych mogłoby przynieść wymierne korzyści – śmiertelność w wyniku Eboli mogłaby spaść z obecnych 50% przypadków zarażonych do 20%.

 

Organizacje dostarczające pomocy medycznej osobom zarażonym wirusem Eboli w Afryce Zachodniej, takie jak Lekarze bez Granic, od miesięcy proszą społeczność międzynarodową o wsparcie. Nawołują o wysłanie zarówno cywilnych, jak i wojskowych zespołów medycznych. Ich pomoc jest niezbędna do tego, aby tworzyć ośrodki diagnostyczne, szpitale z odizolowanymi oddziałami czy mobilne laboratoria. Jak dotąd tylko trzy państwa wysłały swój personel medyczny – Chiny, Kuba i Uganda. Zagraniczni lekarze pracujący w krajach dotkniętych epidemią są przeciążeni i dostarczają jedynie podstawowej pomocy chorym i zainfekowanym, co niestety nie przynosi oczekiwanych skutków. Zapewnienie odpowiedniej ilości przeszkolonych pracowników medycznych jest więc ogromnym problemem. Początkowy zapał ochotników do pomocy w rejonach zachorowań zmalał po tym, jak zaczęły pojawiać się informacje o przypadkach śmierci lekarzy i pielęgniarek. Dodatkowym, oprócz obawy o bezpieczeństwo samych pracowników medycznych, czynnikiem zniechęcającym do wyjazdu do Afryki Zachodniej jest fakt, że kraje w tym regionie mają bardzo ubogą infrastrukturę medyczną. W niektórych jednostkach brakuje nie tylko sprzętu medycznego czy lekarstw, ale nawet i tak podstawowej rzeczy, jak bieżąca woda. Sytuacja może być jeszcze gorsza, albowiem, jeśli wirus rozprzestrzeni się na większą skalę zwyczajne środki bezpieczeństwa i możliwości pracowników medycznych mogą okazać się niewystarczające. Potrzebne będzie wówczas wsparcie sił wojskowych ze sprzętem lotniczym, np. po to, aby dostarczyć odpowiednie materiały i sprzęt medyczny do rejonów wysokiej zachorowalności na Ebolę.

 

W ciągu ostatnich dwóch tygodni można jednak zauważyć pewną mobilizację w środowisku międzynarodowym. Zarówno ONZ, Unia Europejska, jak i pojedyncze państwa deklarują zwiększenie środków finansowych i wsparcia medycznego dla krajów zmagających się z Ebolą. Fala krytyki, jak również brak efektów dotąd stosowanych metod oraz doniesienia o zwiększającej się liczbie zachorowań, spowodowały wzrost obaw o bezpieczeństwo nie tylko w Europie, ale i w Stanach Zjednoczonych oraz państwach w innych regionach świata.  

 

W pierwszym tygodniu września, Sekretarz Generalny ONZ, Ban Ki-moon, oznajmił, że na walkę z Ebolą w Afryce Zachodniej potrzebne jest już w tej chwili co najmniej 600 mln dol., czyli znacznie więcej niż wskazywały wcześniejsze wyliczenia (490 mln dol.). Co więcej, ogłosił, że związku z niepowodzeniem dotychczasowych działań i rosnącą liczbą ofiar epidemii ONZ zamierza ustanowić Centrum kryzysowe Eboli (Ebola Crisis Center) w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się transmisji wirusa w krajach nim dotkniętych chorobą w ciągu najbliższych 6-9 miesięcy. Centrum z siedzibą w Nowym Jorku będzie koordynować prace ONZ, organizacji pomocowych, rządów, sektora prywatnego, instytucji finansowych i oddolnych stowarzyszeń, aby skutecznie realizować plan walki z epidemią Eboli. Ban Ki-moon ponownie wezwał także do rozsądnych zachowań i nieutrudniania działań podejmowanych w celu opanowania wirusa. Chodzi przede wszystkim o to, aby zniesione zostały zakazy dotyczące lotów i wizyt w portach, które wprowadzono ostatnio w niektórych państwach. Niestety wbrew założeniom, że takie działania będę stanowić dodatkową ochronę przed spiralą zachorowań, powodują one więcej szkód, ponieważ utrudniają pracę lekarzy i pielęgniarek oraz blokują możliwość dostarczenia sprzętu i środków medycznych dla osób ich potrzebujących.

 

W tym samym czasie, Amerykańska Agencja ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) ogłosiła, że przeznaczy dodatkowe 75 mln dol. na walkę z Ebolą – wcześniej wydzielono na ten cel już 20 mln dol. Pieniądze posłużą przede wszystkim do zakupu ponad 1 tys. łóżek do centrów leczniczych w Liberii oraz 130 tys. ubrań ochronnych dla pracowników medycznych. USAID wezwała także amerykańskich pracowników służby zdrowia do większego zaangażowania w działania przeciwko Eboli. Dotychczas w region objęty epidemią wysłano ponad 100 ekspertów, głównie z Centrum Kontroli Chorób i Prewencji (U.S. Center for Disease Control and Prevention). Administracja Obamy poprosiła Kongres Stanów Zjednoczonych o dodatkowe 88 mln dol., aby wysłać więcej personelu i sprzętu medycznego do państw Afryki Zachodniej. Ponadto, w wywiadzie dla sieci telewizyjnej NBC, prezydent USA, Barack Obama, oznajmił, że kryzys wywołany wirusem jest narodowym priorytetem bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Dlatego Amerykanie wyślą do Afryki Zachodniej oddziały wojskowe, m.in. w celu zrekompensowania braku lokalnych pracowników służby zdrowia oraz utworzenia jednostek izolacyjnych dla osób zarażonych wirusem. Obama powiedział także, że porażka w walce z wirusem może oznaczać, że będzie on szybciej przenoszony i stanie się poważnym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych.

 

Jak już wspomniano, eksperci i organizacje pomocowe już od dawna zwracają się o pomoc do wojska. Oświadczenie Obamy zostało więc pozytywnie przyjęte, a eksperci wojskowi dotarli w rejony dotknięte epidemią, aby rozpoznać teren i zaplanować dalsze działania. Jak podkreśla Laurie Garrett z Council on Foreign Relations (autorka książki o pierwszych wykrytych przypadkach Eboli w Zairze w 1976 r. pt. „The Coming Plague”), „amerykańskie siły zbrojne mogą pochwalić się zdolnoścami logistycznymi i medycznymi – przetestowane zostały one na polu walki, są wysoce profesjonalne oraz niezwykle wykwalifikowane”. Pomoc ze strony amerykańskiej armii może więc okazać się bardzo efektywna.

 

Union Europejska również obiecała przeznaczyć kolejne 140 mln euro (181 mln dol.) w ramach pomocy dla czterech państw Afryki Zachodniej walczących z Ebolą – Sierra Leone, Liberii, Nigerii i Gwinei. Pieniądze będę wykorzystane w celu wzmocnienia służby zdrowia w tych krajach, a także na szkolenia dla pracowników medycznych i pokrycie kosztów funkcjonowania mobilnych laboratoriów. Ponad 97 mln euro zostanie przeznaczone na wsparcie budżetowe dla Liberii i Sierra Leone, aby pomóc tym państwom w świadczeniu usług publicznych.

 

Zwiększenie pomocy zadeklarował także rząd Wielkiej Brytanii - na badania nad szczepionką ma przeznaczyć 25 mln funtów. Brytyjczycy zdecydowali się również wesprzeć walczących z Ebolą w Sierra Leone poprzez wysłanie inżynierów wojskowych oraz lekarzy z misją uruchomienia i prowadzenia centrum medycznego w stolicy kraju, Freetown. Centrum będzie dysponowało 50 łóżkami dla chorych oraz 12 łóżkami dla pracowników medycznych, na wypadek ich choroby. Udzielanie pomocy osobom jej potrzebującym ma być możliwe w ciągu 8 tygodni. Centrum ma być zarządzane przez organizację charytatywną Save the Children.

 

Wsparcie dla państw dotkniętych epidemią Eboli płynie również z innych regionów świata – od momentu pojawienia się pierwszych przypadków zachorowań swoją pomoc zaoferowały już kilkakrotnie Chiny. Do tej pory wysłały one do Afryki Zachodniej pomoc medyczną o łącznej wartości ponad 5 mln dol. Chińskie Centrum Kontroli Chorób oddelegowało również 9-osobowy zespół specjalistów, którzy mają za zadanie szkolić lokalnych pracowników medycznych oraz pomóc w rozprowadzaniu materiałów medycznych w Gwinei, Sierra Leone i Liberii. Reporterzy z CCTV podkreślają, że Chiny po raz pierwszy oferują pomoc innemu państwu w sytuacji zagrożenia zdrowia publicznego. Nie bez znaczenia jest tu prawdopodobnie fakt, że na terenie państw dotkniętych epidemią pracuje obecnie ponad 20 tys. Chińczyków. W ciągu ostatniej dekady rząd chiński zainwestował również miliony dolarów w pomoc rozwojową czy projekty infrastrukturalne w regionie.

 

Jakiekolwiek intencje i interesy stoją za coraz większą mobilizacją społeczności międzynarodowej w walce z Ebolą najważniejsze jest, że w końcu świat zaczął działać. Być może za wcześnie na panikę i przepowiadanie pandemii na skalę światową czy nawet regionalną – w końcu na razie przypadki zachorowań na Ebolę (z kilkoma wyjątkami) nie pojawiły się w pozostałych państwach afrykańskich. Jednak ton zaniepokojenia wydaje się uzasadniony. Mechanizm przenoszenia się wirusa Ebola (zwłaszcza ze zwierząt na człowieka) nie jest do końca poznany. Naukowcy nie znaleźli także skutecznej i pewnej metody zarówno przeciwdziałania zarażaniu się kolejnych osób, jak i leczenia choroby nim wywołanej, szczególnie że sprawa dotyczy zatłoczonych ośrodków miejskich, a nie jak w przypadku poprzednich rzutów epidemii, odizolowanych terenów wiejskich. Dlatego cenne są wszystkie możliwe działania mające na celu opanowanie epidemii. Niemniej, zanim takie działania zostaną podjęte, warto, aby donatorzy pomocy czy rządy państw zastanowiły się nad ich sprawną koordynacją oraz właściwym wykorzystaniem.

 

8 września mówiła o tym także przewodnicząca Komisji Unii Afrykańskiej, Nkosazana Dlamini-Zuma, podczas specjalnego spotkania rady wykonawczej Unii Afrykańskiej, które dotyczyło problemu epidemii Eboli. Jej zdaniem walka z wirusem powinna być prowadzona w taki sposób, aby nie zwiększać izolacji i nie prowadzić do stygmatyzacji samych ofiar wirusa, ich społeczności i krajów. Dlamini-Zuma ostrzegła, że należy być ostrożnym w działaniach, aby nie podejmować takich, które mogą spowodować więcej szkód społecznych i gospodarczych niż sama choroba. Restrykcje na granicach już doprowadziły do utrudnień w handlu i podniesienia cen żywności, co jeszcze bardziej spotęguje problem głodu i niedożywienia na niektórych terenach. Zdaniem przewodniczącej, Unia Afrykańska powinna więc wprowadzić nie tylko zdecydowane środki zaradcze przeciwko rozprzestrzenianiu się wirusa, ale także podjąć działania wspierające normalne funkcjonowanie sektora rolniczego oraz handlu. Oznacza to również zwiększenie nakładów finansowych, aby wspomóc gospodarki krajów dotkniętych epidemią Eboli.  

 

Na podstawie: allafrica.com, voanews.com, washingtonpost.com, bbc.com, pri.org, ibtimes.com

Zdjęcie za: commons.wikimedia.org

 

Monika Różalska